Blog > Komentarze do wpisu
4. SĄD TŁUMU NAD JEZUSEM

     Proces Jezusa przybierał coraz bardziej dramatyczny przebieg. Najpierw sanhedryn wydał wyrok śmierci na Jezusa, następnie Piłat miał skazać Jezusa na śmierć zgodnie z życzeniem najwyższej rady żydowskiej. Dramatyzm potęgował krzyk tłumu, zgromadzony pod pałacem Piłata: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj go”(Łk 23, 21).

     Tłum zazwyczaj domaga się tego, czego chcą demagodzy. A wszelkiego rodzaju władze, odpowiednio zmanipulowawszy tłum, mają doskonały parawan, za którym można się ukryć, a także dobre alibi, bo przecież – zawsze można powiedzieć – większość tak chciała.

     Lud domagał się śmierci Jezusa. Czy byli to ci sami ludzie, co niedawno chodzili za Jezusem, widzieli Jego uzdrowienia chorych, słuchali Jego ewangelii, którzy w Niedzielę Palmową wołali: „Hosanna Synowi Dawidowemu! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim.  Hosanna na wysokościach!”? (Mt 21, 9) Jest rzeczą niemożliwą, aby na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie. Zapewne tak i nie. Może część zwolenników dała się przekonać faryzeuszom i uczonym w Piśmie, że Jezus był oszustem, a jeśli był oszustem, jeśli uzurpował sobie prawa, które należą się tylko Bogu, to zasługuje na śmierć.

     Ewangelia mówi, że tłum był inspirowany przez kapłanów i faryzeuszy. Tłumem można manipulować. Najczęściej jest narzędziem w rękach tych, którzy mają władzę.

     Okrzyki tłumu: „Ukrzyżuj Go!” nie były w sensie prawnym sądem nad Jezusem. Na płaszczyźnie religijnej orzeczenie śmierci Jezusa wydał sanhedryn. Ostateczny wyrok miał paść z ust Piłata. Gdy ten wahał się, podburzony tłum domagał się wydania wyroku skazującego. Wina tłumu jest więc oczywista. Apostoł Piotr po wniebowstąpieniu Jezusa powiedział do zgromadzonego tłumu, który zbiegł się na wieść o uzdrowieniu przez apostołów chromego: „Mężowie izraelscy, …zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, i prosiliście o ułaskawienie wam mordercy. I zabiliście Sprawcę życia…” (Dz 3,12-15).

     Jakimikolwiek motywami kierował się Piłat, jest pewne, że podjął próbę uwolnienia Jezusa. Skorzystał z prawa, o którym piszą ewangeliści, że z okazji Paschy, namiestnik rzymski w Palestynie mógł ułaskawić jakiegoś skazańca. Być może, że zwyczaj ten był stosowany niezbyt często w czasach Jezusa. Piłat, przypomniał zgromadzonemu tłumowi ów zwyczaj i zapytał: „Którego chcecie, abym wam wypuścił, Barabasza czy Jezusa, którego nazywają Chrystusem?” (Mt 27, 17) Tłum otrzymał możliwość wyboru, ale podburzany przez sanhedrytów zadecydował, aby wypuszczono Barabasza, a Jezusa ukrzyżowano.

     Piłat, pytając tłum zgromadzony przed jego pałacem: „Którego chcecie, abym wam wypuścił, Barabasza czy Jezusa, którego nazywają Chrystusem?” sądził, że uda się mu wywołać współczucie dla Jezusa. Pomylił się. Przegrał z tymi, którzy domagali się śmierci Jezusa. Prawdopodobnie też Piłatowi wcale nie chodziło o Jezusa. Cóż znaczył dla niego jakiś Żyd, którego życie dla Cesarstwa nie miało żadnego znaczenia. Jezus był tylko „kartą przetargową” w grze z sanhedrynem, głównie arcykapłanem Kajfaszem i jego stronnictwem. Co prawda ewangeliści z pewną sympatią piszą o Piłacie, zaznaczając, że starał się wypuścić Jezusa, ale czy wiemy dokładnie, jakie myśli kłębiły się w jego głowie podczas procesu Jezusa? Do Jezusa podczas przesłuchania, powiedział: „Co to jest prawda?” (J 18,38). Co było więc autentyczne w tym człowieku?

     Piłat sądził, że tłum zlituje się nad Jezusem i zażąda Jego uwolnienia. Rozhisteryzowany tłum, mając do wyboru Jezusa lub Barabasza, zażądał uwolnienia Barabasza. Kim był Barabasz? Tego nie wiemy dokładnie, Ewangelista Mateusz mówi, że był „osławionym więźniem” (Mt 27, 16).  Św. Łukasz zaś pisze, że Barabasz „został wtrącony do więzienia z powodu wywołanego w mieście rozruchu i zabójstwa” (Łk 23, 19). Być może, że Barabasz należał do ugrupowania zelotów, które w sposób skryty i podstępny walczyło z okupantami, a więc przedstawicielami władzy rzymskiej. Słowem: był terrorystą. Jeśli tak było, to Piłat niezbyt dokładnie rozeznawał się w skomplikowanej strukturze żydowskiego społeczeństwa. Rozbójnik, czy terrorysta, to – być może – dla Piłata była jedna kategoria ludzi, zasługująca na surową karę.  

     Tłum dokonał wyboru pomiędzy Barabaszem a Jezusem.  Domagał się śmierci Jezusa: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj go”. Co to znaczyło? I chociaż w sensie prawnym wola tłumu nie była wyrokiem wydanym na Jezusa, to jednak, tłum dokonując wyboru, odrzucił Jezusa, wzgardził Nim, osądził Go, uznał za gorszego od Barabasza. Opowiedział się nie za swoim Zbawicielem, lecz za terrorystą. Uznał Jezusa za bardziej niebezpiecznego od rzezimieszka i zabójcę Barabasza.

     Wybór tłumu między Jezusem a Barabaszem jest wymowny. Z jednej strony Jezus, który tyle dobrego uczynił ludziom. Leczył chorych, nie okazywał pogardy ludziom z marginesu społecznego, uczył miłości i zaufania Bogu. Jedyną winą Jezusa – jak sądzili sanhedryci – była dość ostra krytyka obłudnej pobożności faryzeuszy i oczyszczenie świątyni. Z drugiej strony człowiek podstępny, zły, używający niegodnych metod – o ile Barabasz był zelotą – w walce z okupantem.

     Podobny sąd nad Jezusem odbywa się ciągle, na wielu miejscach, wszędzie tam, gdzie ludzie dokonują wyboru między Jezusem, wiarą, chrześcijaństwem a jakąkolwiek sprawą, która nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością i miłością, której domagał się Jezus od ludzi. Gdzie ludzie, dla jakiejś urojonej ideologii odrzucają Jezusa, dokonują wyboru między Jezusem a Barabaszem, a który na zawsze pozostanie symbolem popełnianego zła w imię samego zła, lub jakiejś ideologii. Przede wszystkim świat osądza Jezusa, odrzucając wiarę w posłanego przez Boga swojego Syna. Chrystus bowiem powiedział: „Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie, a kto ze mną nie zbiera, rozprasza”  (Mt 12,30). A coraz częściej rozlegają się głosy, że wiara w Chrystusa nie ma sensu, że chrześcijaństwo powinno się samo unicestwić, bo jest fałszem i omamianiem ludzi.

     Odrzucenie Jezusa odbywa się nie tylko na jakiejś szerszej płaszczyźnie, a więc społecznej i politycznej, ale także dokonuje się nieustannie na płaszczyźnie personalnej, w sercu i sumieniu każdego człowieka. Każdy grzech, popełniony dzisiaj, czy też taki, który dopiero zostanie popełniony, domaga się śmierci Jezusa. Każde opowiedzenie się za złem, jest sądem nad Jezusem, jest odrzuceniem Jego woli, miłości i darowanego nam zbawienia. Wybór pomiędzy niesprawiedliwością a sprawiedliwości, niepokojem a pokojem jest wyborem pomiędzy Barabaszem a Jezusem, który jest księciem pokoju i naszą sprawiedliwością.

     Tłum domagał się śmierci Jezusa, będąc przekonanym, że śmierć Galilejczyka jest dobra dla ogółu, dla narodu i judaizmu. Każde wypowiedziane słowo, popełniony czyn, podjęta decyzja, chociażby nawet usprawiedliwiała ją tzw. „wyższa konieczność”,  lub dobro kogoś, jeśli szkodzi innemu człowiekowi, jest opowiedzeniem się przeciw Chrystusowi, bowiem Pan Jezus powiedział: „Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście” (Mt 25,40).

     Wielu ludziom nie podoba się, że Jezus w swojej ewangelii nakreślił drogę, którą powinien iść każdy człowiek, przede wszystkim zaś Jego uczniowie. Jezus domagał się posłuszeństwa Bogu, miłości bliźniego, wyrzeczenia się pychy i grzesznych namiętności. Dlatego świat dostrzega w Chrystusie zagrożenie dla siebie, dla propagowanego przez siebie stylu życia, który wybrał w imię fałszywie pojętej wolności. Każdego dnia dokonujemy wyboru na płaszczyźnie naszej wiary i sumienia. A więc chociaż żyjemy około dwa tysiące lat po tych wydarzeniach, myśmy także byli „obecni” przy pojmaniu Jezusa, z Piotrem zaparliśmy się naszego Nauczyciela na dziedzińcu pałacu Kajfasza i wraz z tłumem domagaliśmy się śmierci Galilejczyka. Ciągle jesteśmy razem z tłumem, wmieszani weń. Musimy umieć rozpoznać w krzyku tłumu i nasze wołanie, domagające się śmierci Jezusa. Grzechy tłumu spod pałacu Piłata, ale też i nasze grzechy wołały: „Ukrzyżuj Go!

wtorek, 03 kwietnia 2012, mku841