| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
niedziela, 12 lutego 2017

Tematy kazań pasyjnych (tygodniowych) w roku 500-lecia Reformacji

Kilka uwag wstępnych

       Theologia crucis ks. Marcina Lutra, obok nauki o usprawiedliwieniu z łaski przez wiarę, należy do najbardziej rozpoznawalnego znaku teologicznej refleksji wittenberskiego Reformatora. Dlatego Wielki Piątek i poprzedzający go czas pasyjny w naszym Kościele, obchodzony jest ze szczerą czcią i pietyzmem.

       Czasem podejmuje się próbę wyprowadzenia z 95 tez, dotyczących nadużyć związanych z handlem odpustami, wszystkich tematów, rozwijanych przez Lutra po 1517 roku. Jest to wątpliwej jakości wysiłek. Należy brać pod uwagę przede wszystkim intencje wittenberskiego Reformatora, kiedy wyzwał do publicznej dyskusji uczonych na temat odpustów. Chociaż kilka tez (głównie teza 1) nadawałyby się jako motyw przewodni dla pasyjnych kazań w bieżącym roku, to jednak sięganie do tez w okresie pasyjnym nie jest dobrym rozwiązaniem.

       Luter nie urodził się reformatorem, Luter stał się reformatorem Kościoła. Stał się nim, pochylając się nad Biblią. Pierwsze prawdziwie głębokie pochylenie się Lutra nad słowami Pisma miało miejsce, kiedy przygotowywał się do wykładów na temat psalmów. Z niezbyt dawno odkrytych wykładów na temat Księgi psalmów wynika, że Luter powoli dojrzewał duchowo. Podczas przygotowania wykładu na temat psalmu 22, doszło do przełomu w życiu Lutra, który to przełom konsekwentnie prowadził do wielkiego przełomu reformacyjnego i do Reformacji.

       W roku 500-lecia Reformacji wydaje się uzasadnione skierowanie naszych oczu na Księgę psalmów, pamiętając przy tym, że Luter niezwykle wysoko cenił Księgę psalmów, czego przykładem są fragmenty przedmowy Lutra do Psałterza, poniżej zacytowane.

       „Psałterz powinien być drogi i miły już choćby dlatego, że tak jasno przepowiada śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa i przedstawia Jego królestwo oraz stan i istotę całego chrześcijaństwa, tak że słusznie mógłby nazywać się małą Biblią, w której wszystko, co znajduje się w całej Biblii, ujęte jest w najpiękniejszy i najkrótszy sposób, i która jest sporządzona i przygotowana na wzór wspaniałego enchirydionu, czyli podręcznika. Dlatego wydaje się, iż Duch Święty sam chciał wziąć na siebie ten trud i zebrać z całego chrześcijaństwa i ze wszystkich świętych krótką Biblię albo księgę egzemplów, aby ten, kto nie mógłby przeczytać całej Biblii, miał tutaj niemal całą summę ułożoną w małą książeczkę. […]

Ludzkie serce bowiem jest jak okręt na wzburzonym morzu, który gnają wichry z czterech stron świata. Tutaj napiera lęk i troska przed przyszłym nieszczęściem; tam nadchodzi zmartwienie i smutek z powodu teraźniejszego zła. Tutaj wieje nadzieja i zuchwałość z powodu przyszłego powodzenia; tam dmie pewność i radość z teraźniejszych dóbr. Lecz takie wichry uczą mówić szczerze, otwierają serce i pokazują jego głębię. Kto bowiem tkwi w lęku i potrzebie, mówi o nieszczęściu całkiem inaczej niż ten, komu towarzyszą radości. A ten, komu towarzyszą radości, mówi i śpiewa całkiem inaczej o radościach niż ten, kto tkwi w lęku. To nie płynie z serca (jak się mówi), gdy smutny będzie się śmiał lub wesoły płakał; to znaczy, głębia jego serca nie jest otwarta i nie uzewnętrznia się. […]

       Gdzie znajdziemy wspanialsze słowa radości niż w psalmach pochwalnych i psalmach dziękczynnych? Tu spoglądasz wszystkim świętym w serce, jak w piękny wesoły ogród, ba, jak w niebo, i widzisz, jak rosną tam wspaniałe, serdeczne, wesołe kwiaty wszelkich pięknych, radosnych myśli o Bogu i Jego dobrodziejstwie. Z drugiej strony, gdzie znajdziesz głębsze, żałośniejsze, pełniejsze boleści słowa o smutku niż w psalmach lamentacyjnych? Tu spoglądasz znów wszystkim świętym w serce jak w śmierć, ba, jak w piekło. Jak mrocznie i ciemno jest tam od wszelkiego smutnego widoku Bożego gniewu! […]

       Jeżeli chcesz zobaczyć święty Kościół chrześcijański odmalowany żywą barwą i w żywych kształtach, ujęty jak w małym obrazie, weź przed siebie Psałterz, a będziesz miał wówczas wspaniałe, jasne, czyste zwierciadło, które ukaże ci, czym jest chrześcijaństwo. Ba, znajdziesz tam również samego siebie i prawdziwe „gnothi seauton”, ponadto samego Boga i wszystkie stworzenia”.

(Uwaga! Słowa: „gnothi seauton” znajdowały się nad wejściem do świątyni Apollosa w Delfach, a znaczą: ‘poznaj samego siebie’).

 

 

Z Księgą psalmów na drodze pod krzyż

1. Idziemy do Jerozolimy

„Błogosławiony człowiek, który ma siłę swoją w tobie, gdy o pielgrzymkach myśli! Gdy idą przez wyschłą dolinę, wydaje im się obfitującą w źródła, jakby przez wczesny deszcz błogosławieństwami okrytą. Z mocy w moc wzrastają, aż ujrzą prawdziwego Boga na Syjonie. Panie, Boże Zastępów, usłysz modlitwę moją, nakłoń ucha, Boże Jakuba! Boże, tarczo nasza, wejrzyj i spojrzyj na oblicze pomazańca swego”. (Ps 84,6-10)

„A wziąwszy z sobą dwunastu rzekł do nich: Oto idziemy do Jeruzalemu, i wszystko, co napisali prorocy, wypełni się nad Synem Człowieczym”. (Łk 18,31)

2. Grzech i przebaczenie

„Bezbożny myśli w pysze swojej: Nie będzie dochodził ... Nie ma Boga (...). Mówi w sercu swoim: Zapomniał Bóg, zakrył oblicze swoje ... Nigdy nie będzie widział”. (Ps 10,4.11)

„Jezus rzekł: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”. (Łk 23,34)

3. Bądź sędzią moim, Boże!

„Bądź sędzią moim, Boże, i rozstrzygnij spór mój z narodami bezbożnymi! Wybaw mnie od ludzi fałszywych i niegodziwych! Ponieważ Ty jesteś Bogiem moim, ostoją moją, dlaczego mnie odrzuciłeś? Dlaczego mam chodzić smutny, gdy nieprzyjaciel mnie dręczy?” (Ps 43,1.2)

„A około dziewiątej godziny zawołał Jezus donośnym głosem: Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? (Mt 27,46)

4. Oczy Pańskie patrzą na sprawiedliwych

„Oczy Pańskie patrzą na sprawiedliwych, a uszy jego słyszą ich krzyk. Oblicze Pańskie jest zwrócone przeciwko złoczyńcom, aby wytracić z ziemi pamięć ich”. (Ps 34,16.17)

„I rzekł mu: Zaprawdę powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju”. (Łk 23,43)

5. Krzyż szkołą modlitwy

„Wybaw mnie, Boże, bo wody grożą duszy mojej! Ugrzęzłem w głębokim błocie i nie mam oparcia dla nóg, dostałem się w głębokie wody, a nurt zalewa mnie. Zmęczyłem się wołając, wyschło gardło moje; zamroczyły się oczy moje od czekania na Boga mego”. (Ps 69,2-4)

„I wyszedłszy, udał się według zwyczaju na Górę Oliwną (...) i padłszy na kolana modlił się, mówiąc: Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie: wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie. I ukazał się anioł, umacniający go. I w śmiertelnym boju jeszcze gorliwiej się modlił; i był pot jego jak krople krwi, spływające na ziemię”. (Łk 22,39.41-44)

6. Krzyż uczy zaufania

„Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, kto przebywa w cieniu Wszechmocnego, ten mówi do Pana: Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam”. (Ps 91,1.2)

„Arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi wyśmiewali się z niego i mówili: Zaufał Bogu; niech On teraz go wybawi, jeśli ma w nim upodobanie, wszak powiedział: Jestem Synem Bożym”. (Mt 27,41.43)

Wielki Piątek. Wy, którzy boicie się Pana, chwalcie Go!

„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił...? Czemuś tak daleki od wybawienia mojego, od słów krzyku mojego? Boże mój! Wołam co dnia, a nie odpowiadasz, w nocy, a nie mam spokoju ... Będę opowiadał imię twoje braciom moim, będę cię chwalił pośród zgromadzenia. Wy, którzy boicie się Pana, chwalcie go! Wysławiajcie go wszyscy potomkowie Jakuba! Bójcie się go wszyscy potomkowie Izraela! Gdyż nie wzgardził i nie brzydził się nędzą ubogiego, ani nie ukrył przed nim oblicza swojego, lecz gdy wołał do niego, wysłuchał go... Od ciebie pochodzi moja pieśń pochwalna w wielkim zgromadzeniu. Śluby moje spełnię wobec tych, którzy się ciebie boją”. (Ps 22,2.3.23-26)

„A około dziewiątej godziny zawołał Jezus donośnym głosem: Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. (Mt 27,47)

 

(Uwaga! Do cytatów z Psałterza dołączone zostały krótkie fragmenty z ewangelii, aby zilustrować przekonanie Lutra, że psalmy zapowiadały krzyż Chrystusa)

 

Invocavit

Krzyż uczy zaufania

„Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, kto przebywa w cieniu Wszechmocnego, ten mówi do Pana: Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam”.

Ps 91,1.2

„Arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi wyśmiewali się z niego i mówili: Zaufał Bogu; niech On teraz go wybawi, jeśli ma w nim upodobanie, wszak powiedział: Jestem Synem Bożym”.

Mt 27,41.43

Darowany nam czas pasyjny, kieruje do nas ważne wezwanie, abyśmy sercem przybliżyli się do ukrzyżowanego na Golgocie za nasze grzechy Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Wierzące serce na Golgocie znajduje dla siebie pociechę w doświadczeniu i pokój w trwodze przed gniewem świętego Boga. Pociecha i pokój płyną z krzyża, z Jezusowych ran, z każdego słowa, które mówiły posiniałe z bólu usta Pańskie. Rozpięte na krzyżu ramiona Chrystusa Pana zapraszają nas, abyśmy z Jego krwi mogli czerpać bogactwo łaski i darów zbawienia wiecznego, wśród których znajduje sie także nauka krzyża, potrzebna nam na drodze naśladowania Jezusa Chrystusa.

Zaufanie jest nieodzownym elementem wiary, dzięki któremu człowiek w obliczu doświadczenia, niepewnej przyszłości i rozpadających sie uznawanych dotychczas wartości, opiera się na Bogu, wiąże z Nim swoją przyszłość, jako na jedynie pewnej opoce. Zaufanie Bogu nie jest czymś, co jest wrodzone lub dane człowiekowi na zawsze niezależnie od jego doświadczeń egzystencjalnych. Wrodzona jest nieufność człowieka wobec Boga. Nabieramy zaufania do Boga, gdy w życiu naszym doznajemy Jego dobroci i poznajemy, że jedynie na Nim można budować życie i w Nim znaleźć oparcie i bezpieczne schronienie. Dlatego psalmista mówi: „Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, kto przebywa w cieniu Wszechmocnego, ten mówi do Pana: Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam”. Zbawiennej ufności nie można się więc nauczyć na drogach grzesznego świata, lecz pod osłoną i w cieniu Wszechmocnego, a więc w bliskości Boga i w możliwości radosnego korzystania z Jego darów.

                Słowa psalmisty: „Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, kto przebywa w cieniu Wszechmocnego, ten mówi do Pana: Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam” są wyrazem jego wiary i ufności Bogu, zrodzonej w nieustannym obcowaniu z Nim i przebywaniu w Jego cieniu. Psalmista zapewne doświadczył wiele dobroci Bożej i dlatego w chwili niepewności, zagrożenia i niepokoju niejednokrotnie wołał: „Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam”. Zauważmy, że w tym krótkim modlitewnym westchnieniu, aż trzy razy został użyty zaimek ‘mój’ w odniesieniu do Boga. Wyraża on głębię osobistej ufności, żar wiary i więź łączącą psalmistę Pańskiego z Bogiem.

                Psalmy odczytujemy jako wyraz pokładanej w Bogu ufności ludzi, którzy byli ich autorami, ale także i tych, którzy je uznali za wyraz swojej wiary i ich słowami nieustannie modlili się do swojego Boga. Do ich grona niewątpliwie należał nasz Pan, Jezus Chrystus. I chociaż był On Synem Bożym i powiedział: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30), to jednak również jako prawdziwemu człowiekowi potrzebna była ufność i zawierzenie Bogu. My, Jego uczniowie i uczennice znajdujemy ją w Nim w postaci pełnej i doskonałej. Gdyby zaufanie Jezusa Bogu nie było doskonałe, nie mógłby się On modlić w Getsemane: „Abba, Ojcze! Ty wszystko możesz, oddal ten kielich ode mnie; wszakże nie co Ja chcę, ale Ty” (Mk 14,36). Ufność Jego serca wyraża używane przez Niego owe „Abba” oraz posłuszne i pokorne poddanie się woli Bożej. Ufność i posłuszeństwo to dwie siostry, które nie mogą żyć bez siebie.

                Życie Chrystusa, będące wyrazem posłuszeństwa Bogu, jaśniało głębokim i niewzruszonym uczuciem ufności, dostrzegalnym nawet przez Jego wrogów. Triumfujący i pełni nienawiści nieprzyjaciele Jezusa, wołali: „Zaufał Bogu; niech On teraz go wybawi, jeśli ma w nim upodobanie, wszak powiedział: Jestem Synem Bożym”. Sądzili jednak, że Bóg takiej ufności nie przyjmie. Upatrując w wyznaniach Jezusa bluźnierstwo, naśmiewali się i drwili z Jego ufności pokładanej w Bogu; bo czyż Bogu może być miły bluźnierca?

                Na Golgocie mogło się wydawać, że Bóg zawiódł Pana Jezusa. Milczał, gdy naśmiewcy krzyczeli: „Zaufał Bogu; niech go teraz wybawi”. Mogło się też wydawać, że Ukrzyżowany zachwiał się w swojej ufności, gdy wołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”. Lecz Jezusowe „Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego” wymownie świadczy, że ufność Jezusa w najcięższym doświadczeniu, nie tylko że nie doznała uszczerbku, lecz w pełni dojrzała i zaowocowała w wyjednane nam u Boga zbawienie. Krzyż Jezusa uczy zaufania.

                Ufności należy się nieustannie uczyć. Rodzi się ona nieraz w bólu i cierpieniu. Raz jest wątła jak nić pajęczyny, innym zaś razem wzmaga się i pozwala przetrwać niejedno doświadczenie. Trudno też doszukać się ufności w sercu, które nigdy nie doznało niepokoju, nie zmagało się z pokusami i nie biło w cieniu krzyża.

                Mówimy o zaufaniu Bogu. Z własnego doświadczenia jednak wiemy, że obok ufności pokładanej w Bogu, jak chwasty krzewią się w naszej duszy grzechy, którym także na imię ufność, lecz jest to ufność grzeszna, pokładana w sobie, we władzy lub pieniądzu. Takie za­ufanie nie rodzi się „pod ochroną Najwyższego”, lecz w cieniu mocy złego.

                Pychą jest ufność pokładana w sobie, w sile, zdolnościach i zdobytej wiedzy. Grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu jest zaufanie jakiejkolwiek ludzkiej sile i władzy, pieniądzu i mieniu, gdyż nasz Reformator objaśniając przykazanie: „Nie będziesz miał innych Bogów obok mnie”, pisze: „Powinniśmy Boga nade wszystko bać się, miłować Go i ufać Mu”. Powiada on również: „Główny tedy sens tego przykazania tkwi w tym, gdyż domaga się ono prawdziwej wiary i ufności serca, która odnosi się do prawdziwego, jedynego Boga i na nim jedynie polega”.

                Zbliżając się do ukrzyżowanego za nasze grzechy Pana i Zbawiciela, winniśmy wyzbyć się wszelkiej złudnej i fałszywej ufności, i całym sercem zaufać Bogu, aby ofiara z krwi i życia Syna Bożego nie okazała się daremna. Jej moc jest bowiem skuteczna w naszym życiu jedynie przez wiarę i w zaufaniu. Musimy prosić Boga, aby Duch Święty nauczył nas ufać Jemu. Ufności możemy nauczyć się pod krzyżem, Bóg bowiem przez ten znak cierpienia i śmierci naszego Pana mówi do nas: oto daję wam dowód mojej miłości; oto poświęcam tego, który jest najbliższy mojemu sercu; oto w Nim dany jest wam ratunek i zbawienie; zaufajcie mi i zaufajcie mojemu Synowi, Jego słowom i dziełu. Bóg przez krzyż budzi ufność, jaką winniśmy w Nim pokładać jako naszemu Ojcu, dawcy wszelkiego dobra i jedynie pewnej ochronie w niebezpieczeństwie.

                Krzyż Golgoty jest znakiem, któremu możemy zaufać, gdyż na nim umarł Syn Boży i w nim dane jest nam zbawienie. Nie chodzi tu o jakieś magiczne oddziaływanie znaku, lecz o wiarę, że w krzyżowej śmierci Jezusa Chrystusa, Bóg okazał nam zmiłowanie i przez nią dokonał dzieła pojednania. Jak w krzyżu Bóg stał się bliski, tak znak krzyża niesie nas przed Boże oblicze. Nim znaczymy swe ciało, aby dusza przylgnęła do Ukrzyżowanego i aby z Jego rąk z ufnością przyjąć dary zbawienia wyjednane u Boga na Golgocie.

Psalmista powiedział: „Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, kto przebywa w cieniu Wszechmocnego, ten mówi do Pana: Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam”. Jako naśladujący ukrzyżowanego Chrystusa, możemy do tych słów dodać: Kto przebywa w cieniu krzyża, ten zawsze mówi do Pana: „Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam”.

„Ukrzyżowany! Coraz więcej krzyż pragnę umiłować Twój!

Tak, coraz głębiej i goręcej, cierpliwie tocząc bój,

Nadzieję, wiarę, miłość daj,

A zyskam w krzyżu wieczny raj!” (H 442,6)

Amen.

 

Reminiscere

Grzech i przebaczenie

„Bezbożny myśli w pysze swojej: Nie będzie dochodził ... Nie ma Boga (...). Mówi w sercu swoim: Zapomniał Bóg, zakrył oblicze swoje ... Nigdy nie będzie widział”.  

Ps10,4.11

„Jezus rzekł: Ojcze. odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”.

Łk 23,34

W okresie pasyjnym każdy dzień zbliża nas do krzyża naszego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Z wysokości Golgoty, miejsca kaźni, gdzie każdy kawałek ziemi zroszony był krwią skazańców, spogląda na nas Syn Boży, konający w okrutnych męczarniach. Jego oblicze, niegdyś pełne chwały i majestatu. a teraz cierniem uwieńczone, zbite i opluwane, w bólu skłania się ku tym wszystkim swoim uczennicom i uczniom, którzy posłuszni wezwaniu Bożemu, idą pod krzyż swojego Pana z własnymi brzemionami i cierniami w sercu.

                Krzyż Golgoty skłania nas do refleksji. Nie może ona jednak tylko ograniczyć się do rozpamiętywania tragedii krzyża, ogromu cierpienia i bólu Chrystusa Pana, lecz musi stawiać pytania o przyczyny i cel tego jedynego w swoim rodzaju cierpienia. Pieśniarz powiada:

„Smutny czas niniejszy,

Rozważ to, człowiecze!

W modłach bądź czujniejszy,

Miej o duszę pieczę!

Pomnij na śmierć Pana swego

Za twe grzechy cierpiącego,

O człowiecze biedny!” (ŚE 159,1)

Słowa psalmisty odsłaniają myśli bezbożnego człowieka o Bogu i jego podstępne działanie wobec bliźniego. W Biblii nie znajdujemy nigdzie definicji grzechu. Słowo Boże mówi jedynie o różnych grzechach i  opo­wiada o ludziach, którzy je popełnili. Nie prze­milcza grzechów wielkich mężów Bożych, jak Abrahama, Mojżesza i Dawida, a przez co pragnie powiedzieć, że nikt nie jest wolny od niego. Powołanie nie chroni nikogo przed grzechem. Biblia pokazuje jak grzech funkcjonuje w życiu człowieka i obnaża jego ohydę. Każdy grzech posiada swoją historię. Św. Jakub pisze: „Gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć” (Jk 1,15). Chociaż Biblia jest historią zbawienia, jest przecież także opisem dziejów grzechu. Życie każdego z nas, to rów­nież dzieje naszych win wobec Boga i bliźnich.

                Psalmista obnaża przewrotność naszych myśli. Czyniąc zło, wydaje się nam, że Bóg tak bardzo jest zajęty swoimi sprawami, że nie dostrzega naszych grzechów i nie dosięgnie nas Jego karząca ręka. A prze­cież psalmista na innym miejscu pisze, że wszechmogący Bóg zna nasze myśli (por. Ps 139, inne). Ile jest ludzi, którzy tak głęboko ugrzęźli w swojej pysze i złości, że popadli już w niewiarę, chociaż stwarzają może jeszcze jej pozory! Czyż praktyczny ateizm nie jest maską obłudy, fałszu, zgnilizny moralnej i umiłowania własnego Ja? „Bezbożny myśli w pysze swojej: Nie będzie dochodził ... Nie ma Boga (...). Mówi w sercu swoim: Zapomniał Bóg, zakrył oblicze swoje... Nigdy nie będzie widział”.

                Jesteśmy powołani przez Boga do świętości, do życia doskonałego, i do wiary, która zbawia, do wejścia z Nim w przymierze miłości. Jednak z tej wielkiej szansy możemy nie skorzystać ze względu na grzech, który jest w nas i sprawia, że jesteśmy nieprzyjaciółmi Boga, nienawidzimy Go i uciekamy przed Nim. Dlatego apostoł Paweł pisał: „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?” (Rz 7,24). Jesteśmy grzesznikami i dlatego grzeszymy. Co prawda skłonni jesteśmy dzielić ludzi na wielkich i małych grzeszników, jednakże przed Bogiem taki podział nie obowiązuje, a jedynie świadczy o nas, że chcemy przed Bogiem uchodzić za bardziej sprawiedliwych aniżeli inni. Czy sądzimy, że Pan Bóg widzi grzechy naszych bliźnich, naszych zaś nie dostrzega i o nich nie pamięta? Każdy przed Bogiem jest grzesznikiem, zasługującym na karę. „Nie ma ani jednego sprawiedliwego, nie masz kto by rozumiał, nie masz kto by szukał Boga; wszyscy zboczyli, razem się stali nieużytecznymi, nie masz kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego” − pisze apostoł Paweł (Rz 3,10-12).

 Pieśniarz nakazuje nam śpiewać:

„Pomnij na śmierć Pana swego,

Za twe grzechy cierpiącego,

O człowiecze biedny!” (ŚE 159,1)

                Tak rozmyślając nad naszą grzesznością, powracamy w myślach naszych na Golgotę, gdzie Chrystus za nas został przybity do krzyża. Chrystus, nasz Pan, jedynie sprawiedliwy, wziął na siebie brzemię naszego grzechu, aby nas spotkała łaska i miłosierdzie, Jego zaś gniew Boży. Bóg „tego, który nie znał grzechu za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,21). Wszystkie grzechy nasze, i te które rodzi pycha, które są wyrazem naszej małowierności, a także i te, które świadczą o braku miłości do bliźnich, zadały Chrystusowi rany i cierpienie, do krzyża Go przybiły i uśmierciły. To dla rozumu jest niepojęte. Ale takie jest świadectwo słowa Bożego, dlatego tak musimy wierzyć i wyznawać.

                Krzyż Golgoty przemawia do nas ustami Ukrzyżowanego. Świadomi naszej grzeszności i winy, szczególnie bliskie jest nam słowo Zbawiciela naszego: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą co czynią”. I chociaż tak Chrystus modlił się za swoich oprawców, zadających Mu rany, to jednak swoim błagalnym westchnieniem do Boga, Ojca wszystkich ludzi, obejmował tych, którzy stali na Golgocie i bluźnili przeciwko Niemu, jak również tych, którzy stali pod pałacem Piłata i krzyczeli: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!”. Zaślepienie, nienawiść i brak wiary nakazywały tak wo­łać lu­dziom żądnym sensacji i krwi.

                Słowa modlitwy Jezusa to były słowa dobroci i miłości.

                Czy myśmy tam stali na Golgocie? Czy nasze usta wołały: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!”? Nie. Jednakże wówczas nasze grzechy były już znane Bogu i Chrystus umierał również na Golgocie za nasze grzechy i winy. Zbawiciel nasz przeto modlitwą swoją objął także nas, wszystkich ludzi, tych którzy z  wiarą zbliżają się do Niego, a także współczesnych bluźnierców i naśmiewców, co nie oznacza, że zbawcza moc krzyża jednakowo jest rozdzielana. Dla jednych kazanie o krzyżu jest głupstwem i zgorszeniem, dla innych ewangelią zbawienia. Bluźniercom jest ogłoszeniem sądu, wierzącym zaś mocą pociągającą nieustannie wzwyż, ku Bogu.

                „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”. Ta modlitwa Pana Jezusa, dla nas ludzi obciążonych grzechem, przede wszystkim świadomych swojej winy przed Bogiem, jest najkosztowniejszym skarbem, źródłem pociechy i pewności wiary, że Bóg jest nam łaskawy, odpuszcza winy, daruje zbawienie i dopuszcza przed swoje oblicze. Psalmista pisze, że bezbożni sądzą, że Bóg nie widzi i nie pamięta grzechów.

                Pan Bóg widzi nasze grzechy, ale jeśli nie chce pamiętać nam naszych grzechów, to jedynie tym, którzy znają swoją winę przed Bogiem i w Jezusie Chrystusie widzą swojego Pana i Zbawiciela. Sprawiedliwość Pana Jezusa zakrywa naszą niesprawiedliwość. Krew Syna Bożego oczy­szcza nas od wszelkiego grzechu.

                Możemy być pewni, że Bóg wysłuchał Jezusa, swojego Syna na Golgocie. Pewność tę możemy czerpać z Jezusowego westchnienia w chwili śmierci: „Wykonało się!”. A Bożym „tak” było zmartwychwstanie Ukrzy­­żo­wanego.

                A co my winniśmy uczynić pod krzyżem Chrystusa? Jaka powinna być nasza odpowiedź na obejmującą nas modlitwę Zbawiciela naszego? Pieśniarz daje nam na te pytania odpowiedź:

„Spójrz, duszo, smutnie,

Grzechem obciążona,

W męce swej okrutnej

Pan za ciebie kona.

Płacz, pokutuj, idź do Boga

Póki dobra łaska błoga.

O człowiecze biedny” (ŚE 142,7).

Amen.

 

OCULI

Oczy Pańskie patrzą na sprawiedliwych

„Oczy Pańskie patrzą na sprawiedliwych, a uszy jego słyszą ich krzyk. Oblicze Pańskie jest zwrócone przeciwko złoczyńcom, aby wytracić z ziemi pamięć ich”.  

Ps 34,16.17

„I rzekł mu: Zaprawdę powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju”.

Łk 23,43

Okres pasyjny − to czas szczególnego dawania świadectwa wiary, której początkiem i celem jest Chrystus Jezus, Syn Boży, posłany przez Ojca na świat, aby każdy, kto w Niego wierzy miał żywot wieczny. Nasza ewangelicka pobożność, której istotą jest wiara w Chrystusa, jako jedynego pośrednika zbawienia, wyraża się w tym czasie wewnętrznego skupienia, w rozpamiętywaniu krzyżowej drogi i śmierci Chrystusa Pana. Posłuszni wezwaniu pieśniarza:

„Na Golgotę duszo śpiesz,

Stań pod krzyżem Zbawiciela” (ŚE 137,1)

oczyma naszej wiary wpatrujemy się w Ukrzyżowanego i otwieramy się na Jego słowa, a są to słowa o łasce i odpuszczeniu grzechów. W odpowiedzi na nie z wdzięcznością i pokorą pochylamy się przed Jego cierniem ukoronowanym obliczem, a jednak jaśniejącym w mroku nienawiści boskim światłem miłości i przebaczenia. A spojrzenia ukrzyżowanego Jezusa na oprawców, naśmiewców i wraz z Nim cier­piących w sercu, nakazują nam najpierw myśleć o Bożym spojrzeniu na grzechem obciążoną ludzkość w świetle słów psalmisty: Oczy Pańskie patrzą na sprawiedliwych.

Myśleć i mówić o Bogu możemy jedynie na sposób ludzki. Nie możemy bowiem wyjść poza krąg możliwości poznawczych. Często przeto o Bogu mówimy tak, jakby był jednym z nas, tyle że z istoty wyposażony w przymioty, które nam są obce i nieosiągalne. Mówimy o dłoniach, ustach i oczach Bożych, chociaż jak powiada Pan Jezus, Bóg jest duchem. Jednak taki anropomorficzny sposób mówienia o Bogu pozwala nam przekazać prawdy, które nie dla wszystkich byłyby zrozumiałe w formie abstrakcyjnych pojęć. Jeśli psalmista Pański mówi: „Oczy Pańskie patrzą na sprawiedliwych, a uszy jego słyszą ich krzyk. Oblicze Pańskie jest zwrócone przeciwko złoczyńcom, aby wytracić z ziemi pamięć ich”, to pragnie powiedzieć, że nic nie uchodzi uwadze Boga. Żadnego czynu, słowa, myśli i zaniedbania człowiek nie ukryje przed Nim. Z Jego łaskawością spotykają się ci, którzy czynią sprawiedliwość i w niedoli z ufnością wołają do Niego. Bojący się Boga cieszą się opieką Najwyższego. Nad sprawiedliwym rozpostarty jest namiot łaski Bożej. Gniew Boży zaś płonie przeciwko złoczyńcom, ludziom lekceważącym Jego słowa i czyniącym niegodziwość.

                Lecz któż naprawdę jest sprawiedliwy?

                Pamiętając o starotestamentowym zrozumieniu sprawiedliwości, którą ma na uwadze psalmista Pański, w świetle krzyżowej ofiary Sprawiedliwego za niesprawiedliwych, z całą stanowczością musimy jednak powiedzieć, że poza Jezusem nie ma ani jednego sprawiedliwego. Apostoł Paweł, który przed nawróceniem poszukiwał sprawiedliwości, która jest z prawa, po spotkaniu z Chrystusem napisał: „Nie ma ani jednego sprawiedliwego, nie masz kto by rozumiał, nie mas kto by szukał Boga; wszyscy zboczyli, razem stali się nieużyteczni, nie masz kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego” (Rz 3,10-12).

                Któż wiec może się ostać przed gniewem świętego Boga?

Chrystus Pan na Golgocie został ukrzyżowany razem z dwoma złóczyńcami, którzy zapewne niejedną krzywdę ludzką mieli na sumieniu. Marne było ich życie, marne było również ich zejście ze świata. Złoczyńcy na Golgocie są obrazem grzesznej ludzkości. Wszyscy zgrzeszyli i zasługują na karę. Wszystkich ludzi winna dosięgnąć karząca ręka Boża. Na Golgocie jednak widzimy, że jeden ze złoczyńców, równie grzeszny jak ten drugi, dostąpił ułaskawienia.

                Dlaczego?

                Złoczyńca ukrzyżowany po lewej stronie Jezusa, okazał się zatwardziałym grzesznikiem do końca. Utracił nadzieję, wpadł w rozpacz, dając upust swojej złości, dołączył do grona szyderców i naśmiewców, wołając: „Czy nie Ty jesteś Chrystusem? Ratuj samego siebie i nas” (Łk 23, 39). Chrystus zbył milczeniem szydercze wołanie. Milczenie Syna Bożego było sądem Boga. Psalmista powiada: „Oblicze Pańskie jest zwrócone przeciwko złoczyńcom”.

                Inaczej zachował się złoczyńca na krzyżu po prawej stronie Jezusa. W równej mierze zasługiwał na Boży gniew jak pierwszy. Ale on oburzył się na zachowanie swojego towarzysza rozboju i niedoli. Gromił go słowami: „Czy ty się Boga nie boisz, choć taki sam wyrok ciąży na tobie?” (Łk 23,40), a następnie prosił Jezusa: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego”. Zbawiciel świata nie pozostawił tych słów bez odpowiedzi: „Zaprawdę powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju”. Czy aż tyle spodziewał się łotr otrzymać? Prosił, aby jedynie Jezus pomyślał o nim w Królestwie swoim, a oto otrzymał obietnicę wejścia do raju. Dar przewyższył nadzieję.

                Psalmista powiada: „Oczy Pańskie patrzą na sprawiedliwych”. Na Golgocie spojrzenie Pańskie spoczęło także na niesprawiedliwym. Było to spojrzenie ułaskawiające grzesznika. Złoczyńca pokornie prosząc jedynie o okruszynkę ze stołu Pańskiego, dostąpił łaski zbawienia. Zdając sobie sprawę z niesprawiedliwości i oddając się pod opiekę spra­wiedliwego, niewinnie cierpiącego Chrystusa, jakby ukrył się pod w jej cieniu. Płaszcz sprawiedliwości Chrystusa okrył nagość duszy złoczyńcy. Dotychczasowa, starotestamentowa zasada: Bóg okazuje łaskę sprawiedliwym, niesprawiedliwych zaś karze, na Golgocie nie znalazła pełnego zastosowania.

Śmierć Chrystusa na Golgocie odsłoniła właściwy stan ludzkości. Krzyż wskazuje na miejsce, gdzie człowiek, jako grzesznik, powinien się znaleźć, aby stało się zadość sprawiedliwości Bożej. Miejsce to zajął Chrystus, aby usatysfakcjonować sprawiedliwego Boga, nienawidzącego grzechu i karzącego wszelką niesprawiedliwość. Dzięki krzyżowej ofierze Jezusa Chrystusa, oczy Pańskie są zwrócone na każdego. Bóg okazuje zmiłowanie każdemu, niezależnie od jego godności. Kto pozna swoją winę i w Chrystusie ukrzyżowanym, zobaczy ofiarowaną szansę ratunku dla grzesznej duszy, temu Bóg okaże cierpliwość, litość i zmiłowanie. Apostoł Paweł prawdę tę ujmuje w słowach: „Teraz niezależnie od zakonu, objawiona została sprawiedliwość Boża (...) i to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy, gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo z łaski Jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ułaskawił jako ofiarę przebłagania(Rz 3,21nn).

                Pan Jezus na Golgocie objął swoją modlitwą wszystkich grzeszników: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23,34). Podobnie Pan Jezus kieruje słowa: „Zaprawdę (...) będziesz w raju” do wszystkich grzeszników szczerze żałujących, pokutujących i szukających ratunku. Bóg nie chce zguby grzesznika. Pragnie, aby każdy się nawrócił i znalazł w Chrystusie zbawienie.

                W czasie pasyjnym Duch Boży kieruje do nas szczególnie wyraźne wezwanie do upamiętania. Dziś, gdy to wezwanie usłyszycie „nie zatwardzajcie serc waszych(Hbr 3,8). Nikt bowiem, kto nie wyzna grzechów, nie upokorzy się pod ręką Bożą i nie oczyści serca w krwi Chrystusa, nie zostanie usprawiedliwiony i obdarowany życiem wiecznym. Apostoł Jan mówi: „Krew Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu. Jeśli wyznajecie grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy i oczyści nas od wszelkiej nieprawości(1 J 1,7b.9).

„O Jezu, Twa najdroższa krew,

Co przejednała Boży gniew,

Orzeźwia, koi serce me,

Oczyszcza z wszystkich grzechów je.

Ta krew to strojna szata ma;

Twa świętość i zasługa Twa

Przed Bogiem jest poręką mi

I nieba mi otwiera drzwi” (ŚE 145,1).

Amen.

 

 

Laetare

Idziemy do Jerozolimy

„Błogosławiony człowiek, który ma siłę swoją w tobie, gdy o piel­grzymkach myśli! Gdy idą przez wyschłą dolinę, wydaje im się obfitującą w źródła, jakby przez wczesny deszcz błogosławieństwami okrytą. Z mocy w moc wzrastają, aż ujrzą prawdziwego Boga na Syjonie. Panie, Boże Zastępów, usłysz modlitwę moją, nakłoń ucha, Boże Jakuba! Boże, tarczo nasza, wejrzyj i spojrzyj na oblicze pomazańca swego”.

Ps 84,6-10

„A wziąwszy z sobą dwunastu rzekł do nich: Oto idziemy do Jeruzalemu, i wszyst­ko, co napisali prorocy, wypełni się nad Synem Człowieczym”.

Łk 18,31

Życie chrześcijanina upływa pod znakiem krzyża, jest niesieniem krzy­ża i naśladowaniem Chrystusa, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służył i życie swoje oddal na okup za wielu. To nie oznacza, że życie człowieka wiary jest po brzegi wypełnione smutkiem i beznadziejnym szamotaniem się pomiędzy kłopotami i trudnościami dnia codziennego a nieszczęściami, które nas spotykają.

                Niesienie krzyża jest radosnym naśladowaniem Chrystusa, który powiedział: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i niech weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną” (Mt 16,24). Jeśli czas pasyjny dany jest nam od Boga, abyśmy w duchu podjęli pielgrzymkę za Panem naszym na Golgotę, to całe nasze życie jest podążaniem z Chrystusem do niebieskiej Jerozolimy, z krzyżem i pod znakiem krzyża jako symbolem naszego zbawienia darowanego nam z ła­ski w Jezusie Chrystusie, ukrzyżowanym Synu Bożym. I niezależnie od tego jaki krzyż dźwigamy, perspektywa zbawienia czyni nas radosnymi i szczęśliwymi. Psalmista modlił się do Boga: „Błogosławiony człowiek, który ma siłę swoją w tobie, gdy o pielgrzymkach myśli!” Szczególnie błogosławiony jest ten, kto z radością bierze krzyż swój i idzie za Chrystusem do niebieskiej ojczyzny chwały i zbawienia.

Modlitwa psalmisty pozwala nam wejrzeć w świat przeżyć pobożnego Izraelity, którego pragnieniem było zamieszkanie w sieniach Pańskich i życie w bliskości Boga. Chociaż wszechmocny nie mieszka w świątyni rękami ludzkimi zrobionej, to jednak świątynia zawsze była dla wierzącego potomka Jakuba znakiem obecności Boga. Widzieć Pana znaczyło tyle, co przebywać w świątyni, brać udział w nabożeństwie i przez wiarę doświadczać bliskości Boga, która wyrażała się w przekonaniu, że chociaż Bóg jest niewidzialny, to jednak mocą Ducha swojego, przenika szukających Go i napełnia radością z możliwości obcowania z Nim przez słowo Boże i modlitwę. Mając to na uwadze, staje się zrozumiałe uniesienie serca psalmisty, wyrażające się w słowach: „Błogosławiony człowiek, który ma siłę swoją w tobie, gdy o pielgrzymkach myśli!” Uniesienie ducha, pragnienie oglądania Boga i doświadczenie przez wiarę Jego bliskości, pozwalały przezwyciężyć wszelkie niedogodności i pielgrzymki. Wyschnięta dolina, wydawała się być krainą obfitującą w źródła. Myśl o przyszłym szczęściu czyniła trud pielgrzymki lekkim i radosnym przeżyciem na drodze ku spotkaniu z Bogiem.

                W czasie pasyjnym, w którym rozlega się Jezusowe wezwanie: „Oto idziemy do Jerozolimy”, musimy na tej drodze zobaczyć Tego, który to wezwanie skierował do uczniów swoich, a więc Jezusa, świadomego celu swej ostatniej pielgrzymki do stolicy Izraela. Jezus szedł modlić się jak wszyscy inni pielgrzymi. W Jerozolimie Jego modlitwa przybrała kształt obejmującego wszystkich błagania: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34) i tym samym stała się pociechą dla tych, którzy pragną oglądać oblicze Boga żywego. Jezus szedł do Jerozolimy, aby stanąć przed Bogiem i doświadczyć Jego bliskości. Na krzyżu, obarczony ciężarem grzechów całej ludzkości, doświadczył jednak w niezwykły sposób Boże oddalenie i opuszczenie, tak iż znajdując się na samym dnie swojego poniżenia, wołał: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” (Mt 2,47). Ostatnia pielgrzymka Jezusa do Jerozolimy, wydaje się, nie była wypełniona radością lecz smutkiem… Była to przecież droga doświadczenia i łez. Na niej słyszymy skargę Syna Człowieczego: „Smutna jest dusza moja aż do śmierci” (Mt 26,38). Pan nasz wszedł na tę drogę, aby nasza droga doczesnej pielgrzymki nie musiała być we wszystkim podobna to tej Jego drogi na Golgotę, lecz opromieniona była nadzieją spotkania łaskawego Boga, nadzieją życia wiecznego i oglądania oblicza Jego we wieczności, w niebieskiej Jerozolimie.

Pan Jezus powiedział: „Oto idziemy do Jeruzalemu, i wszystko, co napisali prorocy, wypełni się nad Synem Człowieczym”. Czas pasyjny jest pielgrzymowaniem za Jezusem przez Wieczernik, Ogrójec, pałac Kajfasza i Piłata na Golgotę. Jest spoglądaniem na Chrystusa obarczonego krzyżem. Jednakże w powiązaniu ze słowami psalmisty o radości pielgrzymowania do sieni Pańskich, Jezusowe: „Oto idziemy do Jeruzalemu, i wszystko, co napisali prorocy, wypełni się nad Synem Człowieczym”, nakazuje nam myśleć o naszej pielgrzymce do niebieskiej Jerozolimy, wiecznej świątyni Boga, gdzie Chrystus, Zbawiciel świata jest naszym Arcykapłanem.

                Jest to pielgrzymka z krzyżem i pod znakiem Chrystusowego krzyża. Ból, cierpienie i doświadczenie nieustannie nam towarzyszą przez życie. Chrystus, chociaż był Synem Bożym, od chwili swojego narodzenia niósł krzyż. Wszystko, co zawarte jest między Betlejem a Golgotą było cierpieniem i krzyżem. Jako uczniowie Chrystusa nie możemy sądzić, że zdołamy uniknąć doświadczenia. Ból i cierpienie jest wpisane w życie każdego człowieka, szczególnie w życie chrześcijanina, gdyż wierzący w Chrystusa doświadczają w życiu swoim również ucisków z powodu i dla Jezusa Chrystusa. Niosąc swoje brzemiona, nieustannie winniśmy się wpatrywać w naszego Pana i uczyć się od Niego cierpliwości i pokory. Krzyż niesiony z pokorą, obfituje w liczne błogosławieństwa. Przede wszyst­kim niesienie własnego krzyża musi być wędrówką pod znakiem Chrystusowego krzyża. Oznacza to, że w życiu naszym nic nie może się dziać bez odniesienia do krzyża Golgoty. Począwszy od czasu pierwszego Wielkiego Piątku, kiedy to na Chrystusa wydano wyrok skazujący na śmierć krzyżową, ośrodkiem życia, nadzieją i pociechą chrześcijanina stał się krzyż. Zwiastowanie krzyża dla Greków było głupstwem, dla Żydów zgorszeniem, ale dla nas, którzy mamy być zbawieni, jest ono mocą Bożą ku zbawieniu. W krzyżu dane jest więc nam zbawienie i każde spojrzenie na krzyż jest dla nas ratunkiem, oczyszczeniem z grzechów i pocieszeniem w ucisku i doświadczeniu. Spojrzenie wiary na krzyż Golgoty, pozwala nam zachować się nie tylko godnie w cierpieniu i w chwili naszej śmierci, lecz przede wszystkim należycie wykorzystać błogosławieństwo płynące z doświad­czenia i dźwigania krzyża. Nasza doczesna pielgrzymka, musi więc odbywać się pod znakiem krzyża Golgoty, abyśmy osiągnęli wyznaczony nam cel i mogli spojrzeć na oblicze świętego Boga w niebieskiej Jerozolimie, w Pańskiej świątyni światłości i chwały.

                Co znaczy przewodnictwo Ukrzyżowanego w tej pielgrzymce do niebieskiej Jerozolimy? Na pewno znaczy wskazywanie drogi, uczenie pokory i naśladowania, ale także, a może przede wszystkim, budzenie w sercu wiary i ufności, że w pielgrzymce naszej nie jesteśmy osa­motnieni, lecz że mamy Orędownika w Ukrzyżowanym, którego krew lepiej woła do Boga aniżeli krew Abla (Hbr 12,24), i że właśnie dzięki temu wołaniu, Pan Bóg wszechmogący jest nam łaskawy i miłosierny.

                Idźmy przez życie za ukrzyżowanym, za Arcykapłanem i naszym Arcypasterzem, wpatrzeni w godło Jego męki, pełni ufności i wiary w moc krzyża Golgoty! Idźmy wytrwale, aż ujrzymy prawdziwego Boga na Syjonie!

„Patrz, na krzyżu cierpi Pan,

Znosi ból i pohańbienie;

Krwią płynącą z Jego ran

Płaci nasze odkupienie.

Ciężki z śmiercią tocząc bój

Kona w mękach Zbawca twój” (ŚE 137,2).

Amen.

 

 

 

Judica

Bądź sędzią moim, Boże!

„Bądź sędzią moim, Boże, i rozstrzygnij spór mój z narodami bezbożnymi! Wybaw mnie od ludzi fałszywych i niegodziwych! Ponieważ Ty jesteś Bogiem moim, ostoją moją, dlaczego mnie odrzuciłeś? Dlaczego mam chodzić smutny, gdy nieprzyjaciel mnie dręczy?”

Ps 43,1.2

„A około dziewiątej godziny zawołał Jezus donośnym głosem: Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?

Mt 27,46

Ewangeliczna relacja o męce i śmierci Pana naszego, Jezusa Chrystusa, jest opisaniem sądu nad Synem Bożym, który według Bożego postanowienia jest sędzią człowieka. Suwerenny, nieomylny Sędzia był sądzony przez podsądnych. W Wielki Piątek oskarżeni byli oskarżycielami Sędziego. Czy można w historii ludzkości znaleźć coś bardziej paradoksalnego. Czy nie przeraża nas wołanie podsądnych o domaganie się śmierci Najwyższego Sędziego? Czy nie napełnia nas grozą okrzyk tłumu żądnego sensacji: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!”?

                Ciągle na nowo zadziwia nas zachowanie Pana Jezusa wobec oskarżycieli, sędziów i oprawców. Ewangeliści wspominają o milczeniu Jezusa, o dostojeństwie w cierpieniu i o modlitwie przybitego do krzyża Syna Bożego: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”. Zachowanie Chrystusa w najcięższej godzinie próby, pobudza nas do refleksji. Czym w istocie jest milczenie Jezusa przed sanhedrynem? Co wyraża Jego postawa i godność w obliczu krzyża? Czy nie jest ona tajemniczym zwróceniem się Syna Bożego do Boga?

                Poprzez to ostatnie pytanie wyrażamy pewną sugestię, nasuwającą się nam w związku z modlitwą Psalmisty: „Bądź sędzią moim, Boże, i rozstrzygnij spór mój z narodami bezbożnymi! Wybaw mnie od ludzi fałszywych i niegodziwych! Ponieważ Ty jesteś Bogiem moim, ostoją moją, dlaczego mnie odrzuciłeś? Dlaczego mam chodzić smutny, gdy nieprzyjaciel mnie dręczy?” Zdaje się, że skłonni jesteśmy w postawie Jezusa, naszego Zbawiciela, dostrzec stan Jego umęczonej duszy, która zwraca się do Boga i prosi o Boży sąd i rozstrzygnięcie sprawy Sprawiedliwego. Gdybyśmy nie wiedzieli, że słowa: „Bądź sędzią moim, Boże, i rozstrzygnij spór mój z narodami bezbożnymi!” nie pochodzą z ust psalmisty Pańskiego, to skłonni bylibyśmy sądzić, że są one modlitewnym westchnieniem Jezusa do Boga i Jego prośbą, aby święty i sprawiedliwy Bóg zechciał rozstrzygnąć ten wielkopiątkowy spór między Nim a rozkrzyczanym tłumem, który zapomniał o dobrodziejstwach otrzymanych z rąk Jezusa. Jakże pasują słowa psalmisty do sytuacji Jezusa!

                Pojmanie Jezusa i przewód sądowy przed najwyższą radą żydowską i Poncjuszem Piłatem, był swoiście pojętą sprawą karną. Przed sanhedrynem Jezus był sądzony za domniemane wykroczenia natury religijnej. Skazano Go na śmierć dlatego, że uważał się za Chrystusa. Jednak sprawa Jezusa została przedstawiona Piłatowi jako przestępstwo natury politycznej. I udało się kapłanom wymóc na Piłacie wyrok skazujący Jezusa na śmierć tylko dlatego, że Jezusa oskarżono o rozbudzanie nacjonalistycznych nastrojów wśród Żydów, zawsze gotowych do oporu przeciw okupantowi. I nikt się tym nie przejmował, że Jezus nie chciał być Mesjaszem politycznym. Każdy sposób pozbycia się Jezusa był wówczas dobry.

                Proces Jezusa, jakikolwiek byłby jego epilog, zawsze musi być przez nas pojmowany jako coś, co uwłaczało godności Syna Bożego, jedynie świętego i sprawiedliwego między ludźmi. I każdy z nas musi się wstydzić tamtych ponurych godzin, chociaż nikt z nas nie krzyczał wówczas: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!” Jednak ta niesprawiedliwość spotkała Jezusa, aby nasza niesprawiedliwość przykryta została szatą Jego spra­wiedliwości i niewinności. Proces Jezusa nie był tylko sporem między Jezusem a Żydami, lecz z wszelkim narodem bezbożnym, z każdym człowiekiem, który licznymi grzechami swoimi krzyżuje Zbawiciela świata. I jeśli tego nie zrozumiemy, to kiedyś Bóg rozsądzi sprawiedliwie między Chrystusem a nami. Dlatego krzyż Golgoty wzywa nas do upamiętania, a więc do wyznania naszych win przed Bogiem i do nowego życia.

Ale czy sąd nad Jezusem, czy to przed radą żydowską, czy przed Piłatem, był wyłącznie ludzkim sądem? Czy nie należy w nim zobaczyć dopustu Bożego. A może był to również sąd Boży nad Chrystusem?

                Czy mamy dość wyobraźni i odwagi, aby taką myśl dopuścić do siebie?

                Powiedzielibyśmy, że postawa z pokorą znoszącego cierpienie Chrystusa, zdaje się być wołaniem do Boga: „Bądź sędziom moim, Boże, i roz­strzygnij spór mój z narodami bezbożnymi!” Zadziwiające... na Golgocie Bóg milczał! W Wielki Piątek z minuty na minutę sytuacja stawała się coraz bardziej dramatyczna, wzmagało się cierpienie, ból potęgował się do granic wytrzymałości. Ciemność spowiła ziemię. Słychać było bluźniercze słowa. A Bóg? A Bóg ciągle milczał.

                Milczenie Boga jest sądem. Oznaczało ono, że Bóg zapomniał o swo­im Synu, odwrócił swoje oblicze, osamotnił Go w sporze z narodem bezbożnym. I cierpiące serce Jezusa tak zawsze ufne, na Golgocie odczuwało niepojęte osamotnienie i opuszczenie. Dostrzegało jedynie ciemność i niesamowitą pustkę, przestrzeń, która przecież jeszcze tak niedawno była wypełniona Bożym światłem. To nie fizyczne cierpienie, lecz głównie ból samotności dogłębnie poruszył duszę Syna Bożego, że z Jego piersi wydobyło się wołanie rozpaczy: „Boże mój ,Boże mój, czemuś mnie opuścił!”

                Krzyk cierpiącej duszy Chrystusa na Golgocie: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!”, poruszy serce każdego człowieka, próbującego odgadnąć chociażby tylko drobinkę tajemnicy zawartej w tym okrzyku.

                Bóg na Chrystusa złożył całe brzemię grzechu i winy rodzaju ludzkiego wszechczasów. W Chrystusie nastąpiła taka koncentracja grzechu, że apostoł Paweł nie zawahał się napisać, iż Bóg Chrystusa, który nie znał grzechu, dla nas grzechem uczynił. A gdzie jest grzech, tam też rozpala się gniew sprawiedliwego Boga i dokonuje się sąd Boży. A ten sąd, Pan Jezus postrzegał jako odwrócenie się Boga, który przecież w szczególny sposób był obecny w życiu Pana Jezusa. Ta szczególna zaś pozycja Jezusa jako Syna Bożego, w wyjątkowy sposób, z niezwykłą koncentracją spowodowała przeżywanie bólu osamotnienia. Nic nie zostało zaoszczędzone Jezusowi umierającemu za człowieka i dla zbawienia grzesznego człowieka. Doświadczył nie tylko odwrócenia się od Niego ludzi, których umiłował, lecz również samego Boga, do którego modlił się jako do swojego Ojca. Ale to nie oznacza, że Bóg nie słyszał krzyku umęczonej duszy Ukrzyżowanego. Jezusowa skarga nie pozostała bez odpowiedzi. Bożą odpowiedzią na wołanie z krzyża: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!” była Wielkanoc, odwalony kamień grobu Ukrzyżowanego. Bóg nie mógł na wieki odrzucić Chrystusa, gdyż wtedy w Nim odrzucona i potępiona byłaby cała ludzkość. Żar gniewu nie mógł w Bożym sercu zwęglić miłości, którą obdarzył człowieka, gdyż wtedy beznadziejna byłaby nasza życiowa pielgrzymka. Miłość i wierność Boża wszystko przewyższa.

                Psalmista pytał Boga: „Dlaczego mnie odrzuciłeś?” W obliczu krzyża zawsze powinniśmy pytać: Dlaczego Chrystus przeszedł przez noc osamotnienia? Odpowiedź jest tylko jedna: abym ja nie był osamotniony w życiu i śmierci.

                Chrystus przeszedł przez wszystko, co my powinniśmy doświadczyć. Nad Synem Bożym zawisł gniew Boży, abyśmy doznali łaski pojednania. Jezus stał wobec najstraszniejszego sądu, abyśmy zostali bez podobnego sądu uniewinnieni. Wszystko za nas i dla nas. Dlatego krzyk Jezusa: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!”, musi poruszyć nasze serca, abyśmy w godzinie naszej śmierci nie weszli w przestrzeń bez Boga, lecz prowadzeni przez światło krzyża, stali się dziedzicami wiecznej światłości i radości.

„Jam rzucił niebios tron,

Opuścił Ojca dom,

By nieść twych grzechów krzyż,

By ponieść hańbę twą;

Jam twe osuszył łzy

A coś uczynił ty?” (ŚE 128,3)

Amen.

 

Palmarum

Krzyż szkołą modlitwy

„Wybaw mnie, Boże, bo wody grożą duszy mojej! Ugrzęzłem w głębokim błocie i nie mam oparcia dla nóg, dostałem się w głębokie wody, a nurt zalewa mnie. Zmęczyłem się wołając, wyschło gardło moje; zamroczyły się oczy moje od czekania na Boga mego”.

Ps 69,2-4

„I wyszedłszy, udał się według zwyczaju na Górę Oliwną (...) i padłszy na kolana modlił się, mówiąc: Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie: wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie. I ukazał się anioł, umacniający go. I w śmiertelnym boju jeszcze gorliwiej się modlił; i był pot jego jak krople krwi, spływające na ziemię”.

Łk 22,39.41-44

Modlitwa zajmuje bardzo ważne miejsce w życiu człowieka wierzącego. Świadczy ona nie tylko o sytuacji w jakiej znajduje się modliciel, ale jest odbiciem głębi i żaru jego wiary. Szczególnej treści nabiera modlitwa w doświadczeniu i obliczu krzyża. Jest ona wtedy wołaniem do Boga o pomoc i ratunek. Wyraża wówczas lęk przed cierpieniem i nadzieję na wybawienie, lub nawet pewność nadejścia pomocy, która przemieni los modliciela.

                Oto u progu Wielkiego Tygodnia, Duch Boży nakazuje nam wsłuchać się w dwie modlitwy. Pierwsza jest wołaniem serca Psalmisty, druga zaś umęczonej duszy naszego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Dzieli je czas, łączy zaś sytuacja w jakiej znajdowali się obaj modliciele. Obie pozwalają nam wejrzeć w głąb serc modlicieli i obie także, dlatego że zostały wypowiedziane w obliczu cierpienia, są dla nas źródłem nauki na naszej drodze życia w cieniu krzyża i w doświadczeniu.

Wybaw mnie, Boże, bo wody grożą duszy mojej! Ugrzęzłem w głębokim błocie i nie mam oparcia dla nóg, dostałem się w głębokie wody, a nurt zalewa mnie. Zmęczyłem się wołając, wyschło gardło moje; zamroczyły się oczy moje od czekania na Boga mego”. Ta niezwykłe obrazowa i pełna ekspresji modlitwa, jest odzwierciedleniem stanu duszy psalmisty. Zdaje się, że psalmista znajdował się w bardzo trudnej sytuacji. Wydawało się mu, że nie ma z niej wyjścia. Położenie swoje przyrównał do sytuacji człowieka, który znalazł się w objęciach groźnego żywiołu. Wszelki punkt oparcia usuwał się spod jego stóp. Jedynym ratunkiem dla psalmisty był Bóg, któremu zaufał. Przed Bogiem otwierał swoje serce w modlitwie i prosił o ratunek i wybawienie. Lecz daremne było wołanie ciężko doświadczonego Psalmisty. Bóg zwlekał z udzieleniem pomocy.

                Ale czy z powodu milczenia Boga, zaprzestał psalmista swojego wołania do Boga? „Zmęczyłem się wołając, wyschło gardło moje; zamroczyły się oczy moje od czekania na Boga mego”wyznał nasz modliciel. A więc ciągle, uparcie wołał do swojego Boga i żarliwie się modlił. Zmęczył się wołaniem, wyschło jego gardło. Chociaż Bóg zwlekał z ratunkiem, to jednak jej oczekiwał i nie tracił nadziei na pomoc. Wypatrywał jej, chociaż zamgliły się jego oczy. Nieustannie się modlił, bo zaufał swojemu Bogu.

                Modlitwa i wytrwałość psalmisty Pańskiego jest dla nas pouczająca, szczególnie, jeśli uświadomimy sobie, że tak mało czasu poświęcamy modlitewnemu skupieniu. Może w doświadczeniu i krzyżu nieco więcej się modlimy, ale zapewne nie tyle, aby wołając do Boga, „wyschło gardło” nasze. To prawda, że nie powinniśmy być wielomówni jak poganie i nie dzięki wielomówności zostajemy wysłuchani − jako powiedział Jezus − to jednak rzadko znajdujemy czas, aby złożyć ręce i modlić się do Boga. W domu brak nam czasu na modlitwę. W przekonaniu wielu, w kościele wszystko trwa za długo. Zbyt długo trwa kazanie, za długo trwa wieczerza Pańska, za długo ksiądz się modli i za dużo śpiewa się pieśni. Wielu więc nie czeka już na błogosławieństwo. Zapalenie papierosa przed kościołem jest ważniejsze od błogosławieństwa.

                Krzyż jest dobrą szkoła modlitwy. W doświadczeniu już wielu nauczyło się modlić i wołać do Boga. I nie jest wykluczone, że wytrwania w modlitwie nauczył się również psalmista w krzyżu i doświadczeniu. Gdy spotyka nas krzyż, a ręka Boża doświadcza, to powinniśmy się wtedy zastanowić, czy nie dlatego jesteśmy doświadczani, aby doświadczona została nasza wytrwałość i ufność w modlitwie i błaganiu. I wtedy nie powinniśmy się dłużej Bogu opierać, lecz otworzyć przed Nim serce, obnażyć ducha i żarliwie z nadzieją na wysłuchanie modlić się do łaskawego Boga.

Chrystus Pan na swojej drodze krzyża także uczy nas modlitwy. Prowadzeni przecież jesteśmy teraz przez Niego do ogrodu Getsemane, gdzie wzywa uczniów swoich do modlitwy, a sam pada na twarz i chociaż jest znużony, żarliwie modli się do swojego Ojca w niebie: „Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie: wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie”.

                Godzina tej modlitwy była godziną pojmania Jezusa, a wraz nią rozpoczęło się to wszystko, co nazywamy pasją Chrystusa, a więc poniżenie, wzgarda, obelgi, cierpienie i śmierć krzyżowa. Drogę krzyża rozpoczął więc nasz Zbawiciel od rozmowy z Bogiem. Jego modlitwa była potężną uwerturą do zbawczego dzieła, które z woli Ojca miał wykonać. Chrystus nie wkroczył na drogę krzyża sam, lecz z Bogiem i z Bożym pokrzepieniem. I to pokrzepienie Mu wystarczyło. Przez Gol­gotę musiał przejść jednak w osamotnieniu.

                Jezusowa modlitwa z Getsemane, jest także obrazem duszy naszego Pana i Zbawiciela w godzinie próby i doświadczenia. W niej jak w lustrze odbijają się przeżycia Syna Bożego w obliczu zbliżającej się śmierci krzyżowej. Jezus modląc się: „Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie” wiedział, że spotka Go śmierć gwałtowna, straszna, budząca grozę. Chociaż jest Synem Bożym, jest także prawdziwym człowiekiem. I tam jego człowiecze serce napełniło się lękiem. Jako człowiek chciał uniknąć krzyża, ale jako Syn Boży wiedział, że śmierć Jego potrzebna jest ludziom, których umiłował. Wiedział, że wszystko jest w ręku Boga, a Jego wola jest nadrzędna. „Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie: wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie.

                Ze słów modlitwy Zbawiciela naszego poznajemy, że Pan nasz stał wobec decyzji najtrudniejszej i najważniejszej. Jak na początku swojej publicznej działalności mógł oddać pokłon szatanowi i stać się politycznym Mesjaszem, tak jeszcze teraz mógł zejść z drogi krzyża i uniknąć gwałtownej śmierci. Jednakże wtedy załamałby się Boży plan, według którego grzeszna ludzkość miała być uratowana. Chrystus, który z Ojcem był jedno w działaniu, znał Boże pragnienie i dlatego nie mógł inaczej modlić się, jak: „…nie moja, lecz twoja wola niech się stanie”.

                Kiedy stajemy w obliczu krzyża, postawieni jesteśmy również wobec decyzji. Jeśli tym krzyżem jest cierpienie dla sprawy Jezusa, to albo możemy wziąć na siebie uciski, urągania i pogardę jaka może nas spotkać dla Chrystusa, albo uniknąć doświadczenia i cierpienia dla Królestwa Bożego, ale wtedy taka decyzja jest zejściem z drogi naśladowania Chrystusa. Jeśli zaś tym krzyżem jest choroba, nienawiść i zazdrość ludzka, to również stajemy wobec decyzji, wyrażającej się albo w pokornym poddaniu się woli Bożej, albo w buncie i niezadowoleniu z Bożych wyroków.

                Chrystus prowadząc nas do ogrodu Getsemane, uczy nas ufności i pokornego poddania się woli świętego Boga. W tej ufności nie wolno nam osłabnąć, chociaż mielibyśmy się zmęczyć wołaniem i miały zamglić się nasze oczy od czekania na naszego Boga. Krzyż jest szkołą modlitwy. Najlepszym nauczycielem w niej jest Chrystus. I za każde doświadczenie winniśmy Bogu dziękować, jeśli pod przewodnictwem Chrystusa uda się nam przez modlitwę przybliżyć do Boga i Ojca naszego, który jest w niebie.

„Całym żarem duszę tulę

Do mych piersi nogi Twe;

W twarzy Twej wyryte bóle,

A od modłów ręce mdłe.

Promień łaski w duszę zlej,

Z wyżyn krzyża powiedz jej:

Już zaprzestań swych żałości,

Ja twe gładzę nieprawości”. (ŚE 165,4)

Amen.


Wielki Piątek

Wy, którzy boicie się Pana, chwalcie Go!

„Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił...? Czemuś tak daleki od wybawienia mojego, od słów krzyku mojego? Boże mój! Wołam co dnia, a nie odpowiadasz, w nocy, a nie mam spokoju... Będę opowiadał imię twoje braciom moim, będę cię chwalił pośród zgromadzenia. Wy, którzy boicie się Pana, chwalcie go! Wysławiajcie go wszyscy potomkowie Jakuba! Bójcie się go wszyscy potomkowie Izraela! Gdyż nie wzgardził i nie brzydził się nędzą ubogiego, ani nie ukrył przed nim oblicza swojego, lecz gdy wołał do niego, wysłuchał go... Od ciebie pochodzi moja pieśń pochwalna w wielkim zgromadzeniu. Śluby moje spełnię wobec tych, którzy się ciebie boją”.

Ps 22,2.3.23-26

„A około dziewiątej godziny zawołał Jezus donośnym głosem: Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”

Mt 27,47

Wielki Piątek w naszym życiu i pobożności, ukształtowanej przez ewangelię o Jezusie Chrystusie, odgrywa tak wielką rolę, że trudno go do czegokolwiek przyrównać. Nasza pobożność ewangelicka jest staurocentryczna, a to oznacza, że wyrosła ona z krzyża i ku niemu się nieustannie zwraca. Krzyż Jezusa Chrystusa jest źródłem naszej pociechy, w Ukrzyżowanym jest nam dane zbawienie i życie wieczne. Krzyż nieustannie pobudza nas do refleksji i do zastanawiania się nad naszą sytuacją. On ujawnia naszą duchową nędzę, ale także przypomina o łaskawym pochyleniu się Boga nad grzeszną ludzkością. Krzyż na wieki pozostanie znakiem otwartych drzwi do Boga.

                W Wielki Piątek serca nasze pogrążają się w zadumie i ogarnia nas głęboki smutek, wszak przecież w tym dniu obchodzimy pamiątkę krzyżowej śmierci Zbawiciela naszego. Lecz czy istotna treść pamiątki śmierci Jezusa, zezwala nam na pogrążenie się wyłącznie w smut­ku i bólu? Czy Wielki Piątek winien budzić tylko bolesne uczucia w naszej duszy?

                Nasza intuicja religijna podpowiada nam, że nie możemy w Wielki Piątek wyłącznie pogrążyć się w smutku, lecz pytając o sens krzyżowej śmierci Chrystusa, powinniśmy podjąć dialog z Bogiem naszego zbawienia. Ale czym on być powinien? Do czego powinien on nas prowadzić?

Wołanie Jezusa na krzyżu: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił”, wyrażające osamotnienie Syna Bożego w Jego zmaganiu się z grze­chem całej ludzkości i własną śmiercią, prowadzi nas do psalmu 22. Jezusowy krzyk rozpaczy, bólu i osamotnienia w sensie literalnym odnajdujemy już w skardze psalmisty. Oznacza to, że Chrystus, któremu zawsze bliskie było słowo Boże, również w ostatnich chwilach swojego życia, karmił i posilał się prawdą Ksiąg Świętych, znajdując w nich dla siebie pociechę i odpowiedź na pytanie, dlaczego tak zawsze bliski Bogu, nie doznaje bliskości Boga w godzinie swojej śmierci.

                Modlitwa Jezusa słowami starotestamentowego modliciela, nie mogła zatrzymać się i ograniczyć jedynie do skargi psalmisty Pańskiego: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”, ale musiała sięgnąć w głąb treści całego psalmu 22, zmawianego przez Żydów w godzinie śmierci. Po słowach skargi Psalmisty następują słowa: „Ty odpowiedziałeś mi!”, a następnie wspaniałe wezwanie do dziękczynienia i złożenia świadectwa o łasce i przychylności Boga wobec biednego i nędznego człowieka.

                Czy w modlitewnym dialogu Pana Jezusa z Bogiem na Golgocie znajdujemy te myśli?

                Zapytajmy jednak najpierw: Jakie słowa słyszymy z ust Jezusa po bolesnym krzyku: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” Chociaż Jezus zmagał się z bólem, chociaż ciemność stawała się coraz głębsza, niebawem po skardze z obolałych ust Pana wydobyła się prośba: „Pragnę”, następnie spokojne „Wykonało się” i potężne wołanie: „Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego”. „Pragnę”, „Wykonało się” - to na pewno echo przemyśleń słów psalmisty: „Śluby spełnię wobec tych, którzy się ciebie boją”. Jezusowe „Wykonało się” jest zapewnieniem, że przyjęte zobowiązanie do końca zostało wypełnione. A czym jest Jezusowe „Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego”? Na pewno jest wyrazem ufności, oddaniem się Bogu i poruczeniem umęczonej duszy w ręce Ojca, który przecież nie może się gniewać na wieki, wszak mówiąc słowami psalmisty, nie wzgardzi On i nie brzydzi się nędzą człowieka. W ufnej modlitwie ukrzyżowanego Jezusa, słyszymy więc świadectwo o Bogu, o Jego miłości i o łaskawym otwarciu się dla marnotrawnych swoich dzieci.

                Słowa Jezusa z krzyża Golgoty odsłaniają przed nami głębię tajemnicy, tej jedynej w swoim rodzaju śmierci, której pamiątkę obchodzimy w Wielki Piątek. A więc w naszej wielkopiątkowej pobożności nie o smutek chodzi, lecz o coś znacznie większego, o zrozumienie sensu krzyża i śmierci Jezusa. Golgota nie była sceną teatralną, na której odegrano według dziwnego scenariusza tragedię, wyciskającą jedynie łzy z oczu, lecz świątynią, a krzyż ołtarzem, na którym złożona została ofiara za grzechy ludzkości wszechczasów.

W Wielki Piątek pod krzyżem nie wolno nam oglądać jedynie tego, co dostępne jest dla cielesnych oczu. Prowadzeni przez Ducha Bożego sięgać winniśmy w sens i treść śmierci Syna Bożego. I chociaż smutek całkowicie chce nami owładnąć, to jednak nie w smutku i przez smutek bliższy staje się nam krzyż, ale w wierze i przez wiarę, gdyż prawdziwa wiara zawsze pyta o sens oraz istotę jej przedmiotu.

                Bóg i wyłącznie Bóg jest punktem wyjścia i odniesienia dla naszej wiary. A Pan Bóg jest niezmienny w swojej istocie i w działaniu. Co oczyma wiary dostrzegał psalmista i o czym składał świadectwo, co znane było Chrystusowi i w czym miał udział jako Syn Boży, to od wieków i na wieki jest niezmienne. Przeto w obliczu krzyża wyraźnie postawmy sobie przed oczy świadectwo psalmisty: „Nie wzgardziłeś i nie brzydziłeś się nędzą ubogiego ani nie ukryłeś przed nami oblicza swego”. I to jest świadectwo o Bożym miłosierdziu, o zbawczej woli Bożej wobec człowieka, której wykonawcą był Chrystus. Bóg niezmiennie miłuje człowieka. Zmienny jest jedynie stopień naszego poznania tej miłości. Pełne jej poznanie jest możliwe jedynie w Chrystusie, Jego krzyżu i śmierci. Jeśli dla psalmisty łaskawość Boga objawiła się w licznych jej dowodach w historii Izraela, to dla nas Chrystus jest obrazem miłującego nas serca Bożego.

                Krzyż jako taki jest niczym innym jak dwiema belkami. Jest znakiem cierpienia i śmierci. Ale dlatego, że na nim zawisł Syn Boży, znak krzyża napełniony został nowymi treściami. Stał się symbolem zbawienia i wszechogarniającej miłości Bożej. Myśląc przeto o krzyżu winniśmy zawsze myśleć o Chrystusie. Spoglądając na krzyż powinniśmy zawsze mieć przed oczyma Tego, który na nim zawisnął w Wielki Piątek, aby w ofierze Bogu złożyć swoje życie. To dla posłuszeństwa Chrystusa − mówiąc słowami psalmisty − Bóg nie brzydzi się i nie gardzi biednym, nędznym, grzesznym człowiekiem, zasługującym na potępienie. Wymowa i sens krzyża zawarty został w słowach apostoła Pawła: „Chrystusa Jezusa Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów” (Rz 3,25).

                Postawieni wobec istotnej treści śmierci Jezusa Chrystusa, uczucie smutku i przygnębienia, które w Wielki Piątek zdaje się napełniać po brzegi nasze serce, musi zostać przezwyciężone przez uwalniającą od przygnębienia wdzięczność, która zawsze i wszędzie gotowa jest wielbić Bożą miłość i składać świadectwo o zbawczym dziele Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Przede wszystkim pod krzyżem Golgoty płynąć powinno z naszych serc szczere dziękczynienie, a z ust świadectwo o Ukrzyżowanym i o zbawieniu, które jest nam w Nim darowane z łaski Boga i naszego Ojca. Tak niewiele psalmista wiedział o potędze i sile miłości Bożej, gdyż ta dopiero w Jezusie w pełni została objawiona, a tyle jest w jego słowach wdzięczności i dziękczynienia: „Będę opowiadał imię twoje braciom moim, będę cię chwalił pośród zgromadzenia”.

                Setnik rzymski, opuszczając Golgotę, złożył o Ukrzyżowanym pier­wsze wyznanie: „Zaprawdę ten człowiek był Synem Bożym” (Mk 15,39) i tym samym wskazał na niezwykłość wydarzenia. Ukrzyżowany został nie złoczyńca, lecz Syn Boży. I to świadectwo idzie przez świat i wieki. W nim zawarta jest ewangelia o zbawieniu biednego, nędznego człowieka, którego Bóg umiłował.

                Wezwani jesteśmy przez Psalmistę do wielbienia Boga. „Wy, którzy boicie się Pana, chwalcie go!”. Pod krzyżem Pana naszego chwalmy Boga miłości, który w Chrystusie Jezusie zlitował się nad nami i obdarował darami zbawienia wiecznego!

„Tysiąckrotnie pozdrowiony,

Bądź mi Jezu, Zbawco mój,

Któryś za mnie umęczony

Znosił krwawych cierpień znój.

Jaka błogość w sercu mym,

Gdy pod krzyżem klękam Twym,

Gdzie Ty z śmiercią bój toczyłeś

I o duszę mą walczyłeś” (ŚE 165,1).

Amen.

 

 

 

 

 

sobota, 07 stycznia 2017
 
1 , 2