| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
niedziela, 29 marca 2009
Wielkopiątkowa refleksja

Niepowtarzalna jest atmosfera Wielkiego Piątku podczas sprawowania liturgii Słowa Bożego oraz Sakramentu Ciała i Krwi Chrystusa w Kościele luterańskim. Składają się na nią podniosłe chorały, kazanie o Ukrzyżowanym, pełne powagi wsłuchiwanie się w Słowo o krzyżu, duch pokory i wiary w moc niewinnie przelanej krwi naszego Pana. Jeśli ktoś mówi, że Wielki Piątek jest największym świętem chrześcijan skupionych w Kościele ewanagelicko-luterańskim, nie popełnia wielkiego błędu, w Wielki Piątek bowiem luteranie dają najpełniejszy wyraz swojej wierze, której treścią jest ukrzyżowany Chrystus. Nie oznacza to, że zapominają oni o wcieleniu Syna Bożego (Święto Narodzenia Bożego) i o chwalebnym zmartwychwstaniu Ukrzyżowanego (Święto Zmartwychwstania Pańskiego). Jeśli teologia Kościoła luterańskiego jest chrystocentryczna, to wiara i pobożność luterańska posiada ponadto wybitnie charakter staurocentryczny (stauros krzyż).

Staurocentryczność wiary i pobożności luterańskiej ma swoje źródło w tzw. nowej teologii, zaprezentowanej przez ks. dra Marcina Lutra podczas konwentu augustianów niemieckich w kwietniu 1518 roku w Heidelbergu.

Luter jednakże nie zaprezentował w Heidelbergu w tzw. tezach heidelberskich czegoś nowego w sensie absolutnym. Każdy uważny czytelnik Nowego Testamentu wie doskonale ile miejsca ewangeliści poświęcili w swoich Ewangeliach pasji i śmierci Chrystusa, a także zna słowa apostoła Pawła o wartości zwiastowania krzyża: „Żydzi znaków się domagają, a Grecy mądrości poszukują, my zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, dla Żydów wprawdzie zgorszenie, a dla pogan głupstwo, natomiast dla powołanych i Żydów, i Greków, zwiastujemy Chrystusa, który jest mocą Bożą i mądrością Bożą” (1 Kor 1,22-24). Krzyż, jego znaczenie i wymowa nie były obce zarówno ojcom Kościoła, jak też wielu wielkim teologom scholastycznym, np. Tomaszowi z Akwinu i Bonawenturze. Luter jednakże wniósł wiele trafnych spostrzeżeń na temat krzyża Chrystusa, powiązał zwiastowanie krzyża z całą teologią chrześcijańską i domagał się interpretacji tradycji teologicznej w świetle śmierci Chrystusa. Swoją teologię krzyża przeciwstawił przede wszystkim dotychczasowej teologii naturalnej, stawiającej sobie za cel poznanie Boga dzięki sile i świetle rozumu.      

Luter sądził, że człowiek przed upadkiem, w stanie pierwotnej sprawiedliwości, nim zniszczony w nim został obraz Boży, mógł poznać Boga przez Jego dzieła, po upadku zaś zdolność tę utracił. Naturalne poznanie Boga obciążone jest grzechem i nie prowadzi do celu. Chociaż ludzie w części poznali Stworzyciela przez Jego dzieła, to jednak jak pisze apostoł Paweł poznawszy Boga, nie uwielbili go jako Boga, nie złożyli mu dziękczynienia, lecz znikczemnieli w myślach swoich, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności (). I zmienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy; dlatego też wydał ich Bóg na łup pożądliwości ich serc ku nieczystości, aby bezcześcili ciała swoje między sobą” (Rz 1,2124). Echo tych słów Apostoła Narodów rozlega się w Lutrowej opcji na rzecz teologii krzyża: „Ponieważ ludzie nadużyli poznania Boga przez Jego dzieła, Bóg zechciał, by odtąd poznawano Go przez cierpienie, i zechciał odrzucić ową mądrość w sprawach niewidzialnych; (zechciał też), by w ten sposób ci, którzy nie czcili Boga objawionego w dziełach, czcili Go ukrytego w cierpieniu (...), by w ten sposób nikomu już nie wystarczyło i nie przynosiło pożytku poznanie Boga w chwale i majestacie bez poznawania Go w uniżeniu i hańbie krzyża”. Według ks. dra Marcina Lutra godnym więc imienia teologa jest jedynie teolog krzyża (theologus crucis). Wittenberski Reformator pisał: „Teologiem godnym tego imienia nie jest ten, kto niepoznawalne w Bogu (2 Mż 33,23) chwyta rozumem przez rzeczy stworzone, ale ten, kto poznawalne w Bogu i plecy Boże pojmuje przez cierpienie i krzyż. Plecy i to, co poznawalne w Bogu, tj. uniżenie, słabość, głupota, przeciwstawiają się temu, co niewidzialne”.      

Teolog krzyża spogląda na „plecy Boże” (posteriora Dei). Ta trafna metafora zaczerpnięta została z Biblii. Mojżesz pragnąc zobaczyć Boga, a więc spojrzeć na pełne chwały oblicze Jahwe, usłyszał słowa: „Nie możesz oglądać oblicza mojego, gdyż nie może mnie człowiek oglądać i pozostać przy życiu. Oto miejsce przy mnie. Stań na skale. A gdy przechodzić będzie chwała moja, postawię cię w rozpadlinie skalnej i osłonię cię dłonią moją, aż przejdę. A gdy usunę dłoń moją, ujrzysz mnie z tyłu, oblicza mego oglądać nie można” (2 Mż 33,2023).      

Bóg ukrywał się w krzyżu. Krzyż Jezusa Chrystusa jest dłonią Bożą, zakrywającą oczy dzieci Bożych, wezwanych przed oblicze Boga, aby zachowane być mogły przy życiu. Krzyż i cierpienie Chrystusa, hańba i pogarda są maską zakrywającą oblicze Świętego. Na obliczu Najwyższego jest oślepiający blask chwały, na plecach krzyż. Myśl o Bogu ukrywającym się w krzyżu stale towarzyszyła Lutrowi. W centrum jego teologicznego zainteresowania znajdowała się pasja Chrystusa. W Lutrowym zwiastowaniu nieustannie rozlega się słowo o Bogu wzniosłym, mądrym, pełnym chwały, jednakże ukrywającym się w poniżeniu, pogardzie, głupocie i cierpieniu. Szatą Boga ukrytego, Boga, jakim jest On w sobie samym, a więc Boga nagiego (Deus nudus), jest pasja. Gdyby święty i wielki Bóg zechciał, mógłby swój majestat i chwałę objawić nie przez krzyż, cierpienie, hańbę i poniżenie, lecz przez objawienie bogactwa ducha w bogactwie ciała, a więc przez chwałę w chwale, wielkość w wielkości, bogactwo w bogactwie. Wybrał jednak inny sposób objawienia swojej inności. Bóg mądrość swoją okazuje w głupocie, prawdę w postaci kłamstwa, wolę swoją w grzechu, łagodność i miłosierdzie w wiecznym gniewie, sprawiedliwość w niesprawiedliwości, chwałę w pohańbieniu, bogactwo w ubóstwie, potęgę w słabości, zwycięstwo i triumf w przegranej krzyża (1 Kor 1, 27.28; 2 Kor 8, 9). Bóg objawiony (Deus revelatus) w istocie rzeczy nadal pozostaje Bogiem ukrytym. Bóg ukryty (Deus absconditus), Bóg sam w sobie, ukrywa się w Jezusie Chrystusie, krzyżu, cierpieniu, hańbie i pogardzie. Bóg ukryty jest Bogiem ukrzyżowanym (Deus crucifixus). W Lutrowej teologii krzyża termin „Bóg ukryty” (Deus absconditus) nie stoi w wykluczającej sprzeczności wobec terminu „Bóg objawiony” (Deus revelatus). Myśli o Bogu ukrytym i Bogu objawionym wzajemnie się przenikają. Miejscem przenikania się tych myśli jest krzyż Jezusa Chrystusa.      

Teologia krzyża jest opcją na rzecz teologii objawienia. Jedynie taką teologię pragnął uprawiać wittenberski Reformator. Luter nie konstruował swojej teologii krzyża z pominięciem Biblii, lecz na jej fundamencie jako jedynym źródle poznania Boga objawionego w cierpieniu i krzyżu. Myśląc o Bogu ukrywającym się w poniżeniu, starał się nieustannie być sercem swoim blisko takich miejsc biblijnych, jak: 1 Kor 1, 19.25; J 14,16.9. Refleksja teologiczna Lutra była na wskroś biblijna. Mając to na uwadze, nie można oprzeć się wrażeniu, że była ona bojem na rzecz staurocentrycznego myślenia.      

Przed Reformacją śmierć krzyżową Chrystusa rozumiano jako ofiarę złożoną Bogu. Luter uczył, że śmierć Jezusa jest nie tylko ofiarą złożoną Bogu, lecz także darem Bożym dla człowieka. Bóg świat sam z sobą pojednał (2 Kor 5,19). Wyznaczył Chrystusa na ofiarę przebłagania. Inicjatywa zbawienia człowieka była i jest w ręku Boga. Bóg z miłości ofiarował człowiekowi krzyż Golgoty. W krzyżu, pojmowanym jako dar Boży dla człowieka, ofiarowane zostały ludzkości wszystkie zbawienne dary, a mianowicie: pojednanie, wyzwolenie, usprawiedliwienie itp.      

W teologii Lutra krzyż Golgoty jest miejscem i znakiem ofiary, która pochodzi z góry, sam Bóg bowiem ją wyznaczył i złożył. Bóg jest inicjatorem zbawienia w Chrystusie Jezusie. Luter w swojej Postylli domowej pisał: „Chrystus jest ofiarą, którą sam Bóg sporządził i tylko w niej ma swoje upodobanie”, „Grzechy twoje włożył Bóg na, Chrystusa, który też w posłuszeństwie wziął je na siebie i zgładził”, „Bóg Chrystusowi kazał umrzeć za nas”. „Bóg Syna swojego wydał na śmierć, gdyśmy jeszcze byli grzesznikami”. Takie zrozumienie krzyża jako daru Bożego nie eliminuje zrozumienia krzyżowej śmierci Chrystusa jako ofiary złożonej Bogu. Występuje ono wszędzie tam, gdzie Luter ofiarę krzyża nazywa zapłatą lub upatruje w niej satysfakcję daną Bogu. Nigdy jednak nie rozumie jej jako ofiary złożonej Bogu przez człowieka. Człowiek niczym nie zasługuje na pojednanie z Bogiem i na zbawienie. O wartości śmierci krzyżowej Jezusa decyduje Jego boska godność. Zbawcze dary krzyża człowiek może przyswoić sobie jedynie przez wiarę.      

Dla ks. dra Marcina Lutra krzyż jest zwiastowaniem sądu i łaski. W krzyżu jednakowo, bez wzajemnego wykluczenia, objawiona została łaska Boża i Boży gniew. Bóg nienawidzi grzechu. Grzech uwłacza Jego sprawiedliwości i świętości. Żar Bożego gniewu i potępienie wisi nad światem. Wszechmocny pragnie jednak zbawienia człowieka i w krzyżu okazuje mu łaskę. Krzyż nie znosi i nie usuwa Bożego gniewu. Boży gniew spotkał Jezusa, bo chociaż jako Syn Boży był sprawiedliwy i bez grzechu, to jednak na Niego został złożony grzech całego świata. Dlatego Chrystus jest zarówno święty, jak i przeklęty. Na Golgocie dokonał się więc sąd. Gniew Boży z powodu grzechów człowieka spotkał Chrystusa, łaska zaś dzięki posłuszeństwu Chrystusa została okazana człowiekowi. Oddalenie Chrystusa od Boga ujawnia Jego wołanie na krzyżu: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46). W obliczu krzyża człowiek powinien więc przeżywać zbożną cześć i trwogę wobec Boga gniewu i sądu. Śmierć krzyżowa Chrystusa budzi lęk przed niesamowitością, żarem i tajemniczością Bożego gniewu. Jest to tzw. obce dzieło Boga w krzyżu (opus alienuj). Służy ono jednak właściwemu dziełu (opus prioprium), jakim jest zbawienie. Trwoga służy wywołaniu żalu, prowadzi do pokuty i jako taka spełnia również zbawczą funkcję. Krzyż Jezusa jest więc zakonem i ewangelią. W nim skupia się wszelkie działanie Boże.      

Wieloraki jest pożytek ze śmierci krzyżowej Jezusa Chrystusa, pojmowanej jako ofiara, zapłata, zadośćuczynienie, a przede wszystkim jako dar Boży dla człowieka. Na krzyżu zgładzony został grzech świata. Człowiekowi darowane zostało wybawienie od wiecznego gniewu Bożego, męki, śmierci i władzy szatana. Krzyż więc zniósł to, co dzieliło człowieka od Boga, przyniósł zaś pojednanie z Bogiem, usprawiedliwienie, pokój i życie. Dzięki krzyżowi Chrystusa „Bóg stał się naszym przyjacielem i miłym Ojcem”.

Krzyż jest znakiem naszego odkupienia, pojednania z Bogiem i zbawienia. Ale krzyż też według ks. dra Marcina Lutra spełnia funkcję hermenutyczną, interpretacyjną. Dostrzegamy to wyraźnie w słowach wittenberskiego Reformatora: „Kto chce czytać Biblię, musi uważać, by się nie pomylił, Pismo bowiem da się rozciągać i kierować, ale nich nikt nie kieruje się nim według swego afektu, lecz prowadzi je do źródła, to znaczy do krzyża Chrystusa, wtedy z pewnością spotka go i nie rozminie się z nim”. Znaczy to, że interpretacja Pisma, mająca prowadzić do wiary, nie może się obejść bez sprawdzenia jej poprawności. Wszelkie wyniki egzegezy biblijnej, jeśli ostają się w świetle teologii krzyża, są poprawne i służą wierze. A więc jest to kryterium jak najbardziej chrystologiczne.

środa, 18 marca 2009
Kazanie o krzyżu dzieli

Podobnie jak krzyż Jezusa na Golgocie oddzielał krzyże dwóch ło­trów, tak nieustannie zwiastowanie krzyża dzieli wszystkich ludzi na tych, którzy dostępują zbawienia i na tych którzy giną. Dla jednych krzyż i jego zwiastowanie jest głupstwem, dla innych mocą zbawienia (1 Kor 1,18). Głupstwem jest dla Greków, głównie tych, którzy w Korynckim Kościele zabiegają o mądrość, zgorszeniem zaś dla Żydów (1 Kor 1,23). Ci, dla których kazanie o krzyżu jest głupstwem, nic nie zrozumieli z ewangelii głoszonej przez apostoła Pawła. Dlatego idą oni na zatracenie i sami są winni swojej sytuacji. Dla tych, którym krzyż jest miły, mowa o nim jest radosną wieścią, ewan­ge­lią, krzyż i kazanie krzyża jest mocą Bożą ku zbawieniu. Ocena krzyża jako głupoty jest dokonana według ludzkiej miary. Jako osąd ludzki jest powierzchowny, podjęty na podstawie ludzkiej skali wartości. Druga ocena związana jest z wiarą i jako taka jest objawieniem Boga. Dla Pawła niegdyś, przed spotkaniem Jezusa pod Damaszkiem, krzyż był zgorsze­niem, ale po chrystofanii krzyż jest mocą ku zbawieniu. Spotkanie z wywyższonym Chry­­­stusem wszystko zmieniło. Krzyż podzielił życie Pawła na dwa okresy.      

Apostoł Paweł po słowach, w których pisze o podziale na gorszących się z krzyża i czerpiących z krzyża moc zbawienia, podejmuje starania mające na celu wyjaśnienie odbiorcom swojego listu, dlaczego do takiego podziału dochodzi. Apostoł, jak przystoi na uczonego w Piśmie, sięga po dowód z Pisma. Cytuje słowa z Księgi Izajasza 29,14: „Wniwecz obrócę mądrość mądrych, a roztropność roztropnych odrzucę”. Dzieje się więc to, co zostało wcześniej zapo­wiedziane. Jeśli wolą Boga było, aby mądrość ludzka została skompro­mi­towana, przeto wszelkie ludzkie wysiłki, których celem jest uzyskanie przez mądrość zbawienia, muszą okazać się płonne. Dlatego apostoł Paweł pyta: „Gdzie jest mądry? Gdzie uczony? Gdzie badacz wieku tego? Czyż Bóg nie obrócił w głupstwo mądrości świata?”. Jeśli cytat z Iz 29,14 w 19. wierszu 1. rozdziału 1. Listu do Koryntian występuje w czasie przyszłym, to w wierszu 20. dwukrotnie mamy czas teraźniejszy, raz przeszły. Słowa: „Czyż Bóg nie obrócił w głupstwo mądrości świata?” świadczą więc, że zapowiedź Izajasza się wy­pełniła i to w określonym, historycznym czasie. Śmierć Chrystusa na krzy­żu uczyniła bezsensownym wszelkie poszukiwanie tajemniczej mądrości i prawdy, która ma zapewnić zbawienie.      

W oczach Bożych wszelka mądrość ludzka, poszukująca dróg do zba­wie­nia i Boga, jest głupstwem. Obecne wysiłki Koryntian są bezowocne. Ich chluba z mą­drości została zniweczona. Miarą głupoty mądrości świata nie jest człowiek, ale Bóg w swej niezmierzonej wszechwiedzy. Skoro czło­wiek nie mógł w swej mądrości poznać Boga, a więc przybliżyć się do Niego, przeto Bóg postanowił zbawić człowieka przez krzyż Chrystusa i kazanie o śmierci swojego Syna. Paweł nazywa je głupim. W istocie jest ono głupie w oczach mądrych, zarozumiałych i zaślepionych Koryntian. Dla apostoła Pawła jest ono mądrością Bożą. Mądrość Bożą należy rozumieć w świetle teologii Starego Testamentu. W wypadku Boga nie może chodzić o żadne teoretyczne poznanie rzeczy, wszak On jest początkiem wszystkiego i prawdą, ale o Boże postanowienie zbawienia człowieka. Tak też apostoł Paweł pojmuje mądrość Bożą w Rz 11,33nn: „O głębokości bogactwa, mądrości i poznania Boga! Jak niezbadane są są­dy Jego, a drogi Jego nie poznawalne! Kto bowiem poznał myśl Pana? Albo: Kto był doradcą Jego? Albo: Kto pierwszy Go obdarował, aby otrzy­­mać zapłatę? Albowiem z Niego, przez Niego i dla Niego jest wszyst­ko. Jemu niech będzie chwała na wieki. Amen”.     

Mądrość Boża objawia się w stworzeniu i w historii. Za czasów Starego Przymierza objawiała się w historii Izraela, w zbawczych czynach Boga. U kresu dni, teraz mądrość Boga objawiła się w krzyżu i śmierci Chrystusa. Apostoł Paweł jest świadkiem krzyża, a więc mądrości Bożej, przeto nie może aprobować żadnej ludzkiej drogi do osiągnięcia zbawie­nia, chociażby miałaby to być mądrość uznawana przez najmą­drzej­­szych Greków. „Głupstwo Boże jest mędrsze niż ludzie, a słabość Bo­ża mocniejsza niż ludzie” (1 Kor 1,25).     

Wielki Apostoł o ludzkich wysiłkach poznania Boga pisze w Liście do Rzymian 1,19-21. Nie wyklucza ograniczonego poznania Boga. Poganom z księgi przyrody dana była możliwość poznania Stworzyciela. Od stwo­rzenia świata to, co w Bogu niewidzialne, a więc wiekuista Jego moc i Boskość są widoczne w dziełach Jego (Rz 1,20). Poganie nie oddali jednak należnej Bogu chwały i nie podziękowali Mu, lecz zbłądzili w swoich my­ślach, a ich nierozumne serce pogrążyło się w ciemności (Rz 1,21). Ich nierozumne serce nie pozwala także dostrzec w śmierci Chrystusa Bożego dzia­łania, a w kazaniu o krzyżu mądrości Bożej ku zba­wieniu. Bóg dopuścił do nieznajomości siebie. Było to w Jego planie, aby wszystkim poddanym w niewolę nieposłuszeństwa okazać łaskę, miłosierdzie i darować zbawienie (por. Rz 11,32).        

Wysiłek ludzki, poszukiwanie innej prawdy, aniżeli prawda o krzyżu prowadzi do nikąd. Bóg wy­szedł naprzeciw ludzkiej tęsknocie za zbawieniem i sam się o nie dla człowieka zatroszczył. Bezużyteczna ludzka dro­ga zastąpiona została Bożą drogą, drogą śmierci, krzyża Golgoty i kaza­niem o krzyżu. To co głupie w oczach świata, Bóg uczynił kosztownym skarbem, jedynym ratunkiem, przeto mądrość świata, chluba człowieka jako bezużyteczna dla zbawienia, w świetle kazania o krzyżu okazała się głupstwem.      

W 22. wierszu 1. Listu do Koryntian apostoł Paweł demaskuje tych, których można nazwać wrogami krzyża, chociaż w interesującej nas perykopie termin ten nie występuje, lecz występuje w Liście do Filipian (3,18). Żydzi domagają się znaków (por. Mt 12,38; 16,1; J 4,48; Dz 17,19.32), a więc uwierzytelnienia powołania, godności, zwiastowania. W ten sposób stają się sędziami i kwalifikują nawet tych, którzy przychodzą z mandatu i polecenia Boga. Grecy kochali się w filozofii, mądrości, poznawaniu świata. Domagali się więc od każdego, kto do nich przychodził z jakąkolwiek nową nauką, dowodu rozumowego na jej prawdziwość. Kryterium prawdziwości nawet Bożej prawdy była ich mądrość, często wątpliwej jakości. W wypadku Koryntian ich ocenie podlegała również prawda o zbawieniu. Ich poznanie drogi do zbawienia było kryterium oceny zwiastowania apostoła Pawła. W jednym i drugim wypadku, to człowiek decydował, co jest Boże, zbawienne, godne przyjęcia.      

Nauka o krzyżu głoszona przez Apostoła Narodów nie odpowiadała ocze­kiwaniom Greków i Żydów. Zwiastowanie o krzyżu nie poddaje się ludzkiej logice, staje jej naprzeciw. Koryntianie byli więc rozczarowani apostołem Pawłem. Krzyż jako znak zbawienia dla Pawła, dla Żydów był zna­kiem hańby i zgorszenia. Ale wbrew ludzkiej logice i mądrości, na przekór Żydom, Paweł i jego współpracownicy głosili krzyż Chrystusa jako Bożą mądrość i znak zbawienia. Apostoł Paweł głosił krzyż Chrystusa nie w mądrości mowy, aby żadna ludzka umiejętność nie przysłoniła mocy krzyża. Ale świat osądził Chrystusa i Jego krzyż, kazanie o śmierci Chrystusa uznał za głupstwo, ale to krzyż właśnie domniemaną mądrość świata obwieścił głupstwem, bo nie mądrość i praw­da ludzka wiedzie do zbawienia, ale droga krzyża Syna Bożego. Ludzka droga prowadzi do nikąd, jest znakiem pychy i słabości czło­wieka. Bóg nie zważa na tą drogę, jako suwerenny Pan daje czło­wiekowi zbawienie, w któ­rym człowiek nie posiada żadnego zasługującego udziału.      

Chociaż dla apostoła Pawła krzyż Chrystusa był także kiedyś zgor­sze­niem, a teraz jest znakiem zbawienia, wyrazem mądrości Bożej, tak ka­zanie o krzyżu głoszone przez Pawła może być również mądrością Bo­żą, mocą i zbawieniem, jeśli zarówno Grecy, jak i Żydzi z wiarą przyjmą Pawłowe zwiastowanie. Wiara w moc krzyża oddzieli ich od naśmiew­ców krzyża, postawi na prawdziwej drodze do zbawienia, przy­go­towanej przez Boga, jedynie pewnej i gwarantującej żywą społeczność z Bogiem. Odrodzeni przez słowo o krzyżu – jak Paweł – wszelką mądrość i chlubę z wysiłków człowieka uznają za głupstwa i wyznają za  Apostołem: „Głu­pstwo Boże jest mędrsze niż ludzie, a słabość Boża mocniejsza niż lu­dzie” (1 Kor 1,25).

 
1 , 2